„O Melanii, Melchiorze i panu Przypadku”

O Melanii, Melchiorze i panu Przypadku

„O Melanii, Melchiorze i panu Przypadku” to nowość-nienowość, bo właśnie ukazało się drugie wydanie tej pozycji od oficyny Bajka!

Oficjalnie to nie seria, ale to czwarta książka Roksany Jędrzejewskiej-Wróbel opracowana w takim samym formacie, z taką sama ilością stron, z kapitalnymi ilustracjami (zawsze innego świetnego polskiego ilustratora czy ilustratorki). W tej linii wydawniczej ukazały dotychczas się: „Królewna” „Praktyczny pan” oraz „Gębolud” pod patronatem Psotnika. Razem wyglądają bosko! I można czytać w kółko 🙂 Wiem, że niektórzy tak robią!

„O Melanii, Melchiorze i panu Przypadku” to książka wpisana na Listę Skarbów Muzeum Książki Dziecięcej, uwielbiana przez mnóstwo osób. Jeśli jeszcze jej nie znacie, koniecznie zwróćcie na nią uwagę 🙂

Historia sąsiadów mieszkających na tym samym piętrze kamienicy, po przeciwnych stronach korytarza. Oboje są tak bardzo nieśmiali, że choć pragną się poznać, wstydzą się odezwać.

Melania Kopytko, żeby ukryć swoje zawstydzenie, chowa się pod wielkim kapeluszem. Wychodząc z domu, zawsze zakłada ciemne okulary. Efekt jest taki, że wszyscy odbierają ją jako zarozumiałą i niedostępną świnkę.

Melchior Knurek jest tak bardzo wrażliwym i nieśmiałym prosiakiem, że nie mając nikogo wokół siebie, czas wolny poświęca rozwijaniu swoich pasji.

I może do końca życia obie świnki, mijając się w korytarzu przed drzwiami swoich mieszkań, marzyłyby o wspólnym spacerze po parku i nigdy nie odważyłyby się powiedzieć tego głośno, gdyby nie pewnego dnia…

pan Przypadek sprawił, za sprawą ukochanych elektrycznych podgrzewaczy do butów, że w całej kamienicy zapanowała całkowita ciemność.

Opowieść jest zabawna, mądra i tak pełna uroku, że aż bokami się wylewa 🙂 Zarówno w sferze tekstu, jak i ilustracji Pawła Pawlaka, który znany z różnorodności, tu zastosował swoisty melanż technik. Do prezentacji innych książek autorskich lub zilustrowanych przez tego ilustratora możecie przejść tu: „Czupieńki” „Ignatek szuka przyjaciela” „13 bajek z królestwa Lailonii dla dużych i małych„.

Dodatkowym smaczkiem szaty graficznej „Melanii…” jest fragment ilustracji, w którym widzimy na ścianie w gabinecie pana Przypadka, portret głównego bohatera książki „Wynalazca”, której autorem jest Jean-François Martin. W ten sposób ilustrator „puszcza oko” do dzieci, które są w stanie rozpoznać postać. Podoba mi się ta idea, to zawsze wywołuje ogromny entuzjazm!

Cudowna historia, w której przejrzy się każdy nieśmiały człowiek, nie tylko ten bardzo młody… Lektura może sprawić również, że inaczej spojrzymy na kogoś, kto pozornie wydaje nam się wyniosły i zarozumiały. Czytajcie koniecznie!

O Melanii, Melchiorze i panu Przypadku

O Melanii, Melchiorze i panu Przypadku

O Melanii, Melchiorze i panu Przypadku

O Melanii, Melchiorze i panu Przypadku

tytuł: „O Melanii, Melchiorze i panu Przypadku”

tekst: Roksana Jędrzejewska-Wróbel

ilustracje: Paweł Pawlak

wydawnictwo Bajka, 2017

dla dzieci 3+

cena okładkowa 29,90 zł

O Melanii, Melchiorze i panu Przypadku

KONKURS! KONKURS!

Mamy dla Was aż trzy egzemplarze tej książki! 

Jeśli masz ochotę wziąć udział w zabawie, prosimy o pozostawienie w komentarzu tu pod tym wpisem, dowolnej historii związanej z nieśmiałością. To nie musi być długa opowieść 🙂

Spośród osób, które się zgłoszą, wybierzemy trzy i roześlemy egzemplarze.

Czekamy na Wasze zgłoszenia do końca dnia jutrzejszego czyli 1 czerwca 2017!

Reklama

Powiązane tematy

Komentarze (22)

W ( chyba) tej samej kamienicy (” pod świńskim kopytkiem „) mieszkał też pewien artysta- Lucjusz Malf..A nie, to nie ta bajka 😉 Lucjusz Prosiaczyński
Polecam „Kamienicę ” tej samej autorki,dla ciut starszych dzieci +8.
Niby świat świnek a jakiś taki znajomy

oczywiście! uwielbiamy 🙂 zastanawiałam się pisząc o dzisiejszej książce dlaczego Autorka tak lubi uosabiać właśnie świnki…. musimy zapytać! KONIECZNIE!

I jeszcze „Rozmowy ze świnką Halinką” tej samej autorki 🙂 Uwielbiamy wszystkie książeczki 🙂

Stoimy przed gabinetem burmistrza, bo mamy do załatwienia sprawę dotycząca przedszkoli i braku miejsca dla naszego bąblozaura. Przekonani tym, że młody za nic się w gabinecie władzy nie odezwie, prowokujemy go by podczas wizyty rzekł owe słowa: ja chcę do przedszkola. Wchodzimy do gabinetu. Ja, mąż i młody bąblozaur. Młodego zamurowało. Z naszych prowokacji nici. Ale ale… na odchodne zatrzymał się i powiedział: ja chcę do przedszkola! Wyrwał mi się z ręki i podszedł do biurka gdzie siedzieli urzędnicy. Powiedział to zdanie jeszcze raz z dodatkowym: ja chcę cukierki! Burmistrz wryty w fotel częstuje mojego bąblozaura cuksami… wszyscy mieliśmy niezły ubaw, a dodatkowo rozpierała mnie duma 🙂

Przezwyciężanie nieśmiałości w dzieciństwie było dla mnie dużym problemem. Co dziwne to nie bałam się dorosłych ale innych dzieci. Jeśli już zagadałam do jakiegoś dziecka to grubym innym niż normalny głosem. Żadne z rodziców nie wiedziało o co chodzi. Przeszło mi to dopiero gdy poszłam do szkoły.

Nasza „Nieśmiałość” mieszka z nami od września 2016 roku. Ma postać małej potarganej dziewczynki, która 10 miesięcy temu zaczęła chodzić do przedszkola. W domu fika koziołki, śpiewa piosenki, skacze przez skakankę. A podczas przedszkolnych uroczystości chowa się w kącie, zasłania śliczną buzię łapkami, a jej śliczne brązowe oczy szukają w tłumie mamy, taty lub babci. Pasowanie na przedszkolaka, Jasełka, Dzień Mamy i Taty – scenariusz ciągle ten sam…… Historia może nieciekawa, ale powodująca napływ łez u mamy…..

Mój synek jest nieśmiały w przedszkolu, dlatego też nie należy do dzieci najbardziej rozbrykanych i rozrabiających. Kiedy jeden z chłopców w grupie nabroił, przyszła do sali „pani detektor” (jak mówi synek) i powiedziała, że zabierze go do swojego gabinetu i da jemu jakieś zadanie do wykonania. Chłopiec nie chciał pójść, na co mój nieśmiałek podszedł i powiedział „ja z tobą pójdę, zabierz mnie i daj mi zadanie”. Wyjście do gabinetu pani dyrektor okazało się dla mojego dziecka tak atrakcyjne, że nieśmiałość schowała się w kąt. Pozdrawiamy serdecznie ☺
Świnki z synkiem kochamy
I chętnie o nich czytamy ☺

Ja w przedszkolu byłam tak nieśmiała, że jak moja ulubiona koleżanka była chora i nie chodziła do przedszkola to ja też nie.

Nieśmiała jest moja Córeczka, niestety po Mamusi 🙂 a że wiem ile przez nieśmiałość można stracić uczę ją odwagi i otwartości 🙂 książeczka z pewnością nam pomoże – zgłaszamy się do konkursu 🙂 Marta i Zosia

Nasza historia nie jest śmieszna…. moja córka zawsze była nieśmiała, ale od początku roku ta nieśmiałość wyjątkowo narastała i narasta. Kiedy uświadomiłam sobie, że to może być coś więcej niż tylko nieśmiałość, czyli mutyzm wybiórcza, przerazilam się. Jesteśmy w trakcie diagnozy…Ale wszystko wskazuje, że moje przypuszczenia sprawdzą się. Mutyzm wybiórczy to lęk przed mówieniem w określonych miejscach, z pewnymi osobami. I tak jak ta świnka z opisu książki … dzieci te mogą być odbierane za zarozumiale, niegrzeczne (bo nie odpowiedzą na dzień dobry sąsiadowi itp…) Nie slyszalam o tej ksiazce, ale ciekawa jestem, czy ta książka nie byłaby pewnego rodzaju „terapią” dla takich dzieci. Mają z córeczką Emilką

Pani Maju, na facebooku jest grupa zamknięta pod nazwą „Polskie Towarzystwo Mutyzmu Wybiórczego” i profil o tej samej nazwie – wielkie skarbnice wiedzy na temat tego zaburzenia. Proszę dołączyć.

Nasza nieśmiałość z tak wielkiej ciekawości zapytala wychowawcę Siostrę Zakonną czy nosi majtki pod habitem jak inni ludzie ???

Kiedy byłam młodą nastolatką (około 12 lat) zaczęlam zabawnie chodzić, tak z lekkim podrygiem i mocnym „wykrokiem”. Dorośli różnie to odbierali, a ja tak chodziłam, myśląc że szybciej zniknę wszystkim z oczu i znajdę się bezpiecznie w swoim domu. Pozdrawiam wszystkich nieśmiałych i już śmiałych ☺

Od dzieciństwa uwielbiałam śpiewać. Moim marzeniem było zaśpiewanie na scenie i gdy mama w końcu zapisała mnie na konkurs piosenki, to stojąc „za kulisami” po prostu… uciekłam. Rodzice znaleźli mnie bladą, trzęsąsą się gdzieś na korytarzu. Nie daliśmy jednak za wygraną, kolejnym konkursem, na który zapisała mnie mama był konkurs, w którym tylko ruszałam ustami, przebrana w jakąś czarną siatkę, udając Beatę Kozidrak 🙂 byłam wniebowzięta, że udało mi się WYSTĄPIĆ na scenie.

W mojej pracy świetlicy środowiskowej jest dziewczynka z przedszkola Rozalia …bardzo małomówna ale śliczna ..domyśliłam się ze chodzi o nieśmiałość jej ojciec to potwierdził. Rozalka bardzo lubi się ze mną bawić szkoda tylko że szefowa nie pozwala mi z nią spędzać więcej czasu ..nawet przy mnie powiedziała klika słów. Dziwna jej reakcja było też parę razy złapanie mnie za rękę i przytulanie się do niej ..opowiedziałam to jej ojcu który z uśmiechem na ustach stwierdził ma czy zdaje sobie Pani sprawę że to objaw wielkiego zaufania Rozalii do Pani osoby. Jest to dopiero początek mojej pracy z dziećmi ale takie historie i sam kontakt z Rozalią sprawiają że warto…Szefowa ciągle powtarza mi ze nie mam doświadczenia może w pracy z dziećmi brak doświadczenia nie jest jedynie tak konieczny jak bycie po prostu człowiekiem… Pozdrawiam ciepło wszystkich którzy próbują pomóc nieśmiałym wyjść ze swojej skorupy…:)

mój siostrzeniec Sebastian(lat 6,5) jako czterolatek był baaardzo nieśmiały- jak wchodził do domu dziadków chował się zawsze za nogą mamy albo framugą drzwi. Kiedy się już oswoił, a do domu przychodził wujek albo starszy kuzyn- chował się za kanapą. Bardzo chciałam mu pomóc i któregoś razu wymyśliłam zabawę w chowanego- kiedy Sebek chował się za kanapą to razem z wujkiem, który właśnie przyszedł, udawaliśmy, że się razem bawimy i szukamy Sebka, wołaliśmy go, aż w końcu zerkaliśmy za kanapę, robiliśmy głośne- ‚kuku!” i nieśmiałość nagle zamieniała się w głośny śmiech i wesołe fikanie po kanapie 🙂
Nieśmiałość trwała jeszcze jakiś czas, ale to już historia 🙂

Jako dziecko byłam bardzo nieśmiała! Z tego okresu najbardziej pamiętam sytuacje, że gdy miałam przejść obok przystanku autobusowego, na którym byli jacyś ludzie to przechodziłam na drugą stronę ulicy, aby nie przechodzić obok nich! Robiłam tak za każdym razem.

Nieśmiałóść to jest to co towarzyszy mojemu dziecku. wiem jakie to uporczywe gdy wygląda się trochę inaczej niż rówieśnicy. Szkoda że tolerancji nie zjadamy na śniadanie by mogła nam towarzyszyć każdego dnia.

Ja byłam bardzo nieśmiałym dzieckiem, bałam się mówić w szkole o swoich pomysłach i nie lubiłam prac grupowych, recytowanie wiersza przed całą klasą to był koszmar, mam nadzieję że moja córeczka nie będzie taka nieśmiała jak byłam ja, dużo zależy od nas rodziców, uważam że to my budujemy w dzieciach śmiałość i system wartości, Kocham czytać książki mojej córce, ta mądra i ciekawie zapowiadająca się książeczka mogłaby mi pomóc przedstawić Zosi jak to jest z tą nieśmiałością 🙂

Wspomnienie dotyczące mojej nieśmiałości sięga wielu, wielu lat wstecz. Byłam wówczas około 4 – letnią, małą, pogodną, lecz nieco nieśmiałą dziewczynką, która zawsze i wszędzie trzymała się swojej o rok starszej siostry 🙂 Z nią czułam się bezpiecznie, bez niej bywałam bezradna, onieśmielona, niepewna. Żyjąc w swoim dziecięcym świecie wspominam czasy, kiedy wraz z siostrą chodziłyśmy do przedszkola – ona do grupy starszaków, ja do młodszych dzieci. Przyszedł jednak dzień, w którym zrobiłam (jak mi się wówczas wydawało) numer stulecia i wykorzystałam uśpioną czujność pań z przedszkola. Opuściłam moją młodszą grupę i zakradłam się do tej, w której była moja siostra. Pamiętam, że zwykle po śniadaniu Panie rozdzielały dzieci i „starszaki” były zabierane na górę,a „młodszaki” zostawały w sali na dole. Gdy pierwszy raz udało mi się, robiąc odpowiednie uniki i podchody „schować” między grupką starszych ode mnie, trzymałam się kurczowo swojej siostry. Po dotarciu na górę i rozpoczęciu zajęć odetchnęłam z ulgą, że udało mi się wszystkich przechytrzyć. Od tego dnia podobne operacje wykonywałam codziennie, zupełnie nie wiedząc, że moi rodzice jakiś czas wcześniej uzgodnili z Paniami, że będą mnie zabierały do grupy, w której była moja siostra 🙂 Dopiero jakiś czas po tych wydarzeniach opowiadałam rodzicom o swoich podchodach, wynikających z potrzeby bycia obok bliskiej mi osoby. Dowiedziałam się wówczas, że Panie celowo brały mnie ze sobą. Do dziś zadziwia mnie moja dziecięca nieśmiałość, niezłomność, wytrwałość i dążenie do celu 🙂 Może nie byłam wcale taka nieśmiała, za jaką się wówczas (oraz przez wiele, wiele lat po tych wydarzeniach) uważałam 🙂

Trzy egzemplarze cudownej książki z nieśmiałością w roli głównej postanowiliśmy rozdać jak następuje:
1. Magdacer
2. Magda, która pozostawiła komentarz 31 maja 2017 o 15:27
3. PaulinaLina

Prosimy o przesyłanie adresów do wysyłki na adres mejlowy! Dziękujemy za wszystkie historie 🙂

Dziękuję 🙂 w imieniu mojej Karolinki 🙂 Pozdrawiamy !!!!!!!!!!! 🙂

Zostaw komentarz