„Zamkowe bajeczki” Dorota Gellner

Zamkowe bajeczki

 

TADAM! Oto jest –  najnowsze wydanie „Zamkowych bajeczek” Doroty Gellner – pod patronatem Psotnika.

Tekst nie jest nowy, ale szata graficzna pierwszego wydania sprawiła, że książka nie została zauważona.

Dorota Gellner to postać wyjątkowa. Jej wkład w literaturę dziecięcą jest niedoprzecenienia. Ma na swoim koncie ponad sto książek dla dzieci oraz przeszło dwieście tekstów piosenek, a wśród nich mój ulubiony z dzieciństwa „Ogórek wąsaty” ! Jest autorką bajek muzycznych oraz słuchowisk radiowych. Uhonorowana Orderem Uśmiechu.  Znana jest z wierszowanych, pełnych błyskotliwych żartów, lekkich tekstów dla najmłodszych.

I tym razem odbiorcy jej rymowanej prozy nie będą zawiedzeni. Tu autorka zabiera nas do zwariowanego zamku, w którym mieszka król, królewna wraz ze swoim pupilem kotem oraz dworzanie. Spotkamy również szarą mysz, smoka oraz mnóstwo innych stworzeń.

Przygody zamkowych mieszkańców są śmieszne. Obserwujemy ich życie we wszystkich porach roku i zaglądamy do różnych komnat i ogrodu.

Ogromnym walorem książki są radosne, kolorowe ilustracje Ewy Poklewskiej-Koziełło. Stworzone przez nią pełne uroku postacie na długo zapadną w pamięć. Moją faworytką jest pucułowata królewna. Ma cudną fryzurę, wygląda szczególnie rozbrajająco w nakryciach głowy! 🙂

Zamkowe bajeczki

Zamkowe bajeczki

Zamkowe bajeczki

Zamkowe bajeczki

Ilustratorka, Ewa Poklewska-Koziełło przesyła Wam gorące pozdrowienia 🙂

Zamkowe bajeczki

tekst Dorota Gellner

ilustracje Ewa Poklewska-Koziełło

Wydawnictwo Bajka, 2016

48 stron

dla dzieci 3+

cena okładkowa 29,90 zł

 

KONKURS

Każdy kto chciałby, żeby egzemplarz tej książki znalazł się w jego skrzynce pocztowej, jeszcze przed Mikołajkami, proszony jest o pozostawienie tu, pod tym wpisem komentarza z odpowiedzią na pytanie: który tekst Doroty Gellner lubisz najbardziej i dlaczego?

Czekamy na wasze zgłoszenia do końca dnia jutrzejszego, 15 lisotpada 2016 do godziny 24.00

Wybierzemy jedną odpowiedź i nagrodzimy książką.

 

Powodzenia i dobrej zabawy!

 

ROZWIĄZANIE KONKURSU 🙂

wraz z Wydawnictwem Bajka postanowiliśmy, że książkę „Zamkowe bajeczki” otrzyma Marta, a jej odpowiedź to:

„Nie sposób się nie zakochać w tekstach tej autorki. Zakochuje się rodzic, a z nim bezwarunkowo dziecko. Najcudowniejszym tekstem jest dla mnie „Myszka” i jej emocje, zasmucone kapciuszki i uśmiechnięty fartuszek. Synek zna słowa na pamięć i czasem gdy złączą nam się strony i przeoczę jedną z emocji strofuje mnie. Kolejnym elementem cudowności jest szata graficzna tegoż wydawnictwa (Bajka) i ilustracje pani Dobrosławy Rurańskiej.”

 

Gratulujemy i prosimy o przesłanie adresu do wysyłki na adres mioda@strefapsotnika.pl

Wszystkim dziękujemy za udział w zabawie 🙂

Reklama

Powiązane tematy

Komentarze (22)

Jako posiadacze psa i kota, a także drugiego kota, czyli całego stadka podopiecznych, wiemy doskonale, że pani Dorota genialnie oddała takie międzygatunkowe relacje w „Czekoladkach dla sąsiadki”:) Bywa u nas, że wszystko układa się – wypisz wymaluj – jak w powiedzeniu o życiu jak pies z kotem, ale też często prawie sobie nasz zwierzyniec z dzióbków pije (tylko tych dzióbków brak;)).
A i ta sąsiadka taka zakręcona na punkcie swoich pupili i niektóre osoby z naszej rodziny przypomina.
W ogóle to przecudna i przezabawna historia. I przeurocza:)

My rodzinnie nie tekst a całą książke uwielbiamy. Jedną cała, caluteńką!!! Kupiłam po jakiejś blogowej rekomendacji jak moja córka miała 3 lata – kazała sobie czytać całą codziennie wieczorem…. nieustannie….. Ja wtedy nawet nie wiedziałam kim jest Dorota Gellner. Po kilku przeczytaniach całości całą rodziną znaliśmy całą książkę na pamięć i do tej pory jedno rzuca hasło: Raz przez las…. w drugie kończy wielkolud lazł….. a mój brzuch jest wielki, okrągły jak kula i tylko gdzieś zniknął mój prezent dla króla to nasze rodzinne hasło przewodnie :))) O czym mowa??? O Mysiowej Orkiestrze!!! Przepięknej, ciepłej, cudownej, oczywiście rymowanej z niesamowitymi ilustracjami….. Pamiętam, że jak przeżywaliśmy mysiowy szał w domu byliśmy na helu i jechaliśmy pociągiem. Córa zmęczona i znudzona lekko zaczęła marudzić. Mąż rzucił wersem pierwszej czytanki i tak, w kolejności ze spisu treści rodzinnie wyrecytowaliśmy całą książkę – oczywiście 3 letnia Lilka wiodła prym :)) Mina współpasażerów bezcenna ;))

Ja jako smakosz owoców uwielbiam fragment wiersza pt. „Jesienny pociąg” „…ktoś w wagonie drzwi uchylił i potoczył w naszą stronę jabłko duże i czerwone.” Aż ślinka leci na samą myśl takiego jabłuszka 😉

Szczerze pisząc nie mam swojego ulubionego utworu tej autorki. Znam jej wiersze dość wybiórczo (ale się poprawię, obiecuję)… W pamięć zapadł mi Lodowy smok, który człapie i człapie – może dlatego, że ja lubię smoki? I od razu wyobrażam sobie niebieskosrebrną bestię, zagubioną wśród szarych bloków. I swoje marzenia o locie na smoku hen, gdzieś wysoko? A białe kluski śniegowe to ja zimą często wsuwałam! (Choć to niezdrowe, drogie dzieci!- przyp.aut.)
Lubię mądre wiersze z ciekawą puentą, bo dzięki nim zaczynam zabawę w wyobrażanie sobie… i nie jestem w tym już sama – mój syn miewa jeszcze bardziej zakręcone myśli, niż ja. Wiersze są wspaniałe i już!

„Przyjęcie” – z sentymentu 🙂 Córka, kilka lat temu recytując ten wiersz zdobyła 3 nagrodę w konkursie powiatowym. Było duzo śmiechu i mnóstwo ubrań zbieranych z ziemi 🙂

Mój synek uwielbia święta Bożego Narodzenia! Już kilka miesięcy wcześniej rozmawiamy o świętach, od października przygotowujemy ozdoby świąteczne (w tym roku też, całkiem sporo już zrobiliśmy – i zastanawiam się, jak dużą choinkę będę musiała nam sprawić, żeby wszystkie się zmieściły), no i czytamy książki o tych świętach. Powiem szczerze, że wcale nie jest łatwo znaleźć wartościową książkę o świętach, do tego ładnie zilustrowaną. Ale mamy jeden taki skarb 🙂 To „Wiersze na Boże Narodzenie” Doroty Gellner, z ilustracjami Doroty Rewerenda-Młynarczyk. Gdy zaczynamy czytać nasz ulubiony wiersz:
„Chodzą Święta po ulicach

w kolorowych rękawicach,

w ciepłych butach na kożuchu –

białe Święta w białym puchu.

Więc otwórzmy drzwi szeroko:

Wchodźcie!

Wchodźcie jak co roku!”
to znaczy, że święta są już tuż tuż 😉

Bardzo lubię wiersz o szklanej górze i szklanym zamku. Subtelnie nawiązuje i do baśni o szklanej górze (ale tym razem to baśń na opak) i do wiersza „Cukrowe miasteczko”swojej matki Danuty Gellnerowej. Jest poetycko i dowcipnie. I przede wszystkim – z ogromnym szacunkiem dla małego czytelnika, który zawsze jest traktowany u autorki tak samo poważnie jak przebiegły teoretyk literatury.

Jaś (7 lat) dyktował, mama pisała: lubię wiele tekstów Doroty Gellner, nawet byliśmy z bratem na spotkaniu z Autorką i mamy wspólne zdjęcie. Ale najbardziej podoba mi się „Roztrzepana sprzątaczka”, chyba dlatego, że sam nie lubię sprzątać. Chciałbym, żeby w naszym domu mieszkała taka sprzątaczka, szmata latała, trzepaczka trzepała, miotła miała lądowanie na dywanie, a zakręcony kran sam mył naczynia. Wtedy wszędzie byłoby idealnie czysto, a mama w soboty mogła z nami układać lego.

Uwielbiam wszystkie te wiersze Doroty Gellner, które rozpalają dziecięcą wyobraźnię i pozwalają zobaczyć więcej. Taki jest cały tomik „Złote koniki” z mnóstwem wierszy pulsujących kolorami, rozbłyskami i dźwiękami oraz mój absolutnie ukochany wiersz „Świt” – napisany dla dzieci niewidomych, przepiękny, poetycki obraz.

A ja niestety znam Panią Gellner tylko że słyszenia. Nie mamy żadnej z Jej książek i nie kojarzy żadnego z wierszyków, No może poza piosenkami, które wszyscy uwielbiamy 😉 Tym bardziej zależy nam, żeby Jej książka wpadła w nasze ręce;) Tak książka brzmi i wygląda fantastycznie! Prosimy o szansę na wygraną! 🙂

To jest przecież oczywista oczywistość, że najulubieńszy jest Zając oraz Zając i dziecko.
Książka, w której zając ma cechy i charakter dwuletniego dziecka a dziecko jest takim dorosłym. Czytałam to pięciolatkom w przedszkolu ( cała Polska czyta dzieciom ;-)) maluchy wręcz „uchachane” 😀
J do tego fajne ilustracje i jest naprawdę super!

Idzie kot. Bo on naprawdę idzie przez sny moje i dziecka zaraz po przeczytaniu tego wierszyka. I rano mamy miękkie ślady jego pluszowych łapek na poduszce, a sny są wybitnie aksamitne.

Najlepszy wierszyk synka to „Pod Komodą”.Poniewaz u nas też mieszka Zbójca z brodą i tez nam go szkoda;)

Ojej jako matka 3 maluchów nie mogę udzielić jednoznacznej odpowiedzi. Córka uwielbia ” czekoladki dla sąsiadki ” do tego stopnia że oprócz codziennego czytania śpi z nimi pod poduszką. Synek dzięki książeczce ” duszki stworki i potworki ” pozbył się nocnych leków i strach ów ustępując miejsca na uśmiech i humor. ” roztrzepana sprzątaczka ” natomiast pomaga nam w ułożeniu fryzury i również wprowadza doze humoru do dnia codziennego. A ostatnio ksiazeczkami zainteresowali się również przedszkolaki z grupy synka.

U nas najpopularniejsza jest Królewna Bałaganiara, zawsze kiedy ją czytam córce to mam wrażenie, że Pani Dorota właśnie ją opisała. Nie znamy zbyt wielu bajek zamkowych, ale często bawimy się w zamek, rycerzy i królewny dlatego chętnie poznalibyśmy inne wiersze Pani Doroty, które mogłyby nas zainspirować do dalszej zabawy 🙂

Bosa Osa 🙂
Wierszyk stał się początkiem opowiadanej w naszej rodzinie historyjki, jak to mój starszy syn wszem i wobec opowiadał w domu, babciom, naszym znajomym, paniom w przedszkolu, że bosa osa to mama (!) która ciągle narzeka, że nie ma butów i będzie chodziła boso, jak sobie nie kupi ;-))

„Krawcowe” Doroty Gellner wyd. Bajka należą do naszych ulubionych, ponieważ jesteśmy craftoholiczkami, tzn. uzależnione jesteśmy od pięknych materiałów i maszyny tej do szycia. Nasza ulubiona to krawcowa 13: „To dopiero jest krawcowa! Materiały w szafie chowa i z uczuciem na nie zerka. Bo to jest kolekcjonerka! Na pierwszej półce ma plusz. Bardzo go lubi i już. Na drugiej półce aksamit. Odkurza go czasami. Na trzeciej szyfon i tiule. Na czwartej nic nie ma w ogóle. Na piątej śpią atłasy. Czasem je budzą hałasy. Na szafy samym dnie flanelki leżą dwie, kretoniki w barwne kwiatki, len, wełenka, jedwab gładki i płócienko bardzo cienkie, i koronka wraz z płócienkiem, i żorżeta kolorowa…A przed szafą tkwi krawcowa. Zachwycona sobie tkwi i podpiera nosem drzwi”. I my też jak ta krawcowa najpierw do materiałów wzdychamy, głaszczemy je, musimy nimi nacieszyć oko a dopiero potem działamy 🙂

Nie sposób się nie zakochać w tekstach tej autorki. Zakochuje się rodzic, a z nim bezwarunkowo dziecko. Najcudowniejszym tekstem jest dla mnie „Myszka” i jej emocje, zasmucone kapciuszki i uśmiechnięty fartuszek. Synek zna słowa na pamięć i czasem gdy złączą nam się strony i przeoczę jedną z emocji strofuje mnie. Kolejnym elementem cudowności jest szata graficzna tegoż wydawnictwa (Bajka) i ilustracje pani Dobrosławy Rurańskiej.

Bardzo dziękuję za ten tekst! Początkowo nazwisko Pani Doroty nic mi nie ‚powiedzialo’, ale już po chwili szukania okazała się idolką mojego dzieciństwa! Jako, że wolałam teksty śpiewane od tych zwyczajnie czytanych znam piosenki tej autorki. Trudno wybrać ulubioną, ale chyba Popatrzcie na jamniczka 😉 spiewalysmy to z koleżankami ‚z pokazywaniem’ imitując ruchy nieporadnego psiaka. Oooch, tęczowy music box, wspomnień czar!już wiem, co dziś zaśpiewam córci 😉

Rok. Tyle czasu zajęły mi poszukiwania mojej ulubionej książki z dzieciństwa autorstwa Pani Doroty Gellner pt. „Królowa bałaganiara”.
Wymagania z mojej strony były duże: stan książki bardzo dobry, bez pozaginanych kartek, urwanych okładek czy też luźnych i brakujących stron oraz wydanie musiało być z 1987 roku; poszukiwania trwały więc rok, bo nie chciałam mieć CIENIA wątpliwości, że książka jest zniszczona, bo była przechowywana w bałaganie. Taki bowiem niezniszczony egzemplarz był w moim domu bardzo długo, a gdy podrosłam przekazałam książkę innym dzieciom. Teraz sama jestem mamą i bardzo chciałam czytać o „Królowej bałaganiarze” mojej córeczce z nadzieją, że pokocha tekst i ilustracje Pana W. Chmielewskiego równie mocno jak ja. Historia czytana na dobranoc przez moich Rodziców zrobiła bowiem na mnie ogromne wrażenie. Do tej pory trzymam w domu porządek i już nie obawiam się, że pewnego dnia mój własny cień zniknie.

„A ja rosnę i rosnę…” to mój ulubiony tekst Doroty Gellner! 🙂 Piosenka ta towarzyszy mi od najmłodszych lat. Pamiętam jak tańcowałam po pokoju śpiewając tą piosenkę i ciesząc się, że niedługo „przerosnę mamę, tatę i sosnę.” I stało się!!! Przerosłam, co prawda tylko mamę, 😉 ale jednak dorosłam… a piosenka ta towarzyszy mi nadal. Bo teraz moja córeczka śpiewa ją i tańcuje zupełnie tak samo jak kiedyś ja! I tylko czekać aż mnie przerośnie! Natomiast jedno jest pewne … z tekstów Doroty Gellner się „niewyrośnie” nigdy! Jak bawiły kiedyś, tak bawią do dnia dzisiejszego.

Dzięki Psotnikowi odkryłam na nową idolkę z lat smarkatych. Jej tekst do piosenki Zuzia lalka nieduża kojarzy mi się z takim pokracznym aluminiowym wózkiem dla lalek jaki posiadalam. Wózek miał paskudną czarną wyściółkę w kwiaty (kiedyś tylko takie były i były spoko). W wózku lalka uszyta przez moją mamę. Lalka of course o imieniu Zuzia. Najpikniejsza lala ever! Dopóki nie zjadł jej pies… I tak popylam pod blokiem z tym moim wózeczkiem i lalą w asyście kilku równie nieletnich pannic z podobnym wyposażeniem. Pieśń na ustach. Radość w sercach. Tak mi się ponoć pani Doroty tekst podobał za dzieciaka, że w orszaku osiedlowym codziennie letnią porą maszerując, śpiewałam. 30 lat temu. Około. Miło po tylu latach wyciągnąć takie wspominki.

Zostaw komentarz