Tajemniczy Sven Jönsson w wywiadzie dla Psotnika

Tajemniczy Sven Jönsson w wywiadzie dla Psotnika

Psotnik umówił się na spotkanie z tajemniczym Svenem Jönssonem, by dowiedzieć się, kim ów Sven tak naprawdę jest. Wszak wydawnictwo Bajka przyznało, że autor ich nowej serii detektywistycznej „Feralne Biuro Śledcze” ukrywa się pod pseudonimem. Jakież było zdziwienie Psotnika, gdy dowiedział się, że szwedzki autor, Sven Jönsson, to tak naprawdę…

Psotnik: W Twojej najnowszej książce zatytułowanej „Zatruty spinner”, pierwszym tomie nowej serii „Feralne Biuro Śledcze”, jest nota na Twój temat, pozwolisz, że ją zacytuję…

Sven Jönsson (ur. 1971): autor bestsellerów detektywistycznych dla dzieci i młodzieży. Pochodzi ze Szwecji, mieszka w Oxfordzie. Bardzo dba o swoją prywatność: nie pozwala robić sobie zdjęć, nie występuje publicznie. Pisze szyfrem, do którego klucz zna tylko wydawca!”

Co z tego jest prawdą?

Sven: Nic…. No dobra… rok urodzenia.

Czyli cała reszta o Tobie została wymyślona?

Tak.

A dlaczego napisałeś książkę pod pseudonimem? Przecież jesteś znanym i lubianym autorem książek dla dzieci.

To się zaczęło od żartu. A w zasadzie od żartu i od rozmowy o „tych wszystkich” szwedzkich kryminałach, które zalewają półki w naszych księgarniach. Z tego żartu powstała koncepcja serii detektywistycznej, która byłaby taka troszkę z przymrużeniem oka… z detektywami być może nie do końca profesjonalnymi, z zagadkami być może niekoniecznie śmiertelnie poważnymi. Nudzą mnie historie, w których dzieci ratują świat przed zagładą i działają jak mali dorośli. W mojej serii głównymi bohaterami są więc zdziecinniali dorośli, którzy rozwikłują odrobinę surrealistyczne problemy. Ku uciesze dzieci, naturalnie.

I jak to było? Pomysł spodobał się wydawcy?

Tak, w związku z tym, że żart się spodobał i się rozwijał, do serii został również stworzony autor, który pasował. Po prostu musiał być skandynawski! Bardzo mi się podoba tworzenie kreacji totalnych, stwarzanie świata, w którym każdy szczegół jest dograny.

Czyli nie jesteś Svenem…

Nie jestem Svenem, ale jestem głęboko przekonany, że Sven żyje. Są osoby, które twierdzą, że już przeczytały mnóstwo książek Svena, znanego autora bestsellerów.

Czy myślisz, że są jakieś korzyści tworzenia pod pseudonimem?

Oprócz dobrej zabawy przy tworzeniu kreacji totalnej, uświadomiłem sobie jeszcze coś. Dzięki zmianie nazwiska zmieni się też pozycjonowanie moich książek w księgarniach. Nie wiem, czy wiesz, jaka to jest tragedia dla autora – mieć nazwisko na końcową literę alfabetu. Moje książki zawsze stoją na półkach przy podłodze, nikt ich nie widzi, trzeba klękać, żeby je zobaczyć. Dużo lepiej znaleźć się w połowie alfabetu, wtedy jest się na wysokości wzroku. Dlatego właśnie obrałem pseudonim na literę „J”.

Pseudonim to tylko element całego konceptu. Jaki masz pomysł na tę serię?

To będzie seria detektywistyczna dla dzieci, które doskonalą naukę czytania. Książki, których czytanie będzie dawało sporo radości, bo będą z dużą ilością humoru, z przymrużeniem oka. Chcę, żeby młodzi czytelnicy mieli przyjemność z czytania.

Począwszy od nazwy „Feralne Biuro Śledcze”, przez bohaterów, którzy są przejaskrawieni, po poruszane problemy…. To jest żart z boomu na skandynawskie kryminały i z naszych kompleksów wobec zagranicznych tytułów. Przecież wszystko, co się ukaże w Szwecji, zaraz jest tłumaczone i wydawane u nas. Nie dzieje się tak w drugą stronę. To komentarz do rynku wydawniczego w Polsce, ale też przytyk wobec instytucji odpowiedzialnych za promocję polskiej literatury za granicą. Ja rozumiem, że łatwiej wypromować książkę obrazkową, ale…

Wracając zaś do „Feralnego Biura Śledczego”, w tej chwili są gotowe trzy części, a czwarta powstaje. Testuję tu różne formy prowadzenia powieści detektywistycznej, więc każda część powinna być dla młodego czytelnika zaskakująca.  To, co jest dla mnie bardzo ważne i co sprawia, że mam ogromną frajdę z pisania, to fakt, że udało mi się wypracować własny, charakterystyczny język, w którym ta seria będzie tworzona.

Seria „Feralne Biuro Śledcze” jest kapitalnie ilustrowana przez Zosię Dzierżawską. Ale już macie na koncie wspólną książkę, prawda?

Tak, ona ilustrowała moje „Psotnice podwórkowe”.

Jak Wam się współpracuje?

Świetnie! Zosia jest młoda, rzutka i dynamiczna, czyli taka, jaki zawsze chciałem być!

Oprócz tego, że jesteś autorem książek i wierszy dla dzieci, współpracujesz też z chórem. Śpiewasz?

Nie, nie mam niestety słuchu. Napisałem trochę tekstów dla chóru dziecięcego Mille Voci, który powstał już dziesięć lat temu. Jestem jego współzałożycielem, ale główne skrzypce gra tam moja żona i doskonale sobie radzi.

Piszesz książki i wiersze dla młodych czytelników. Czego powstaje więcej?

Coraz mniej piszę wierszy. Zauważyłem, że ostatnio bardziej interesują mnie projekty prozatorskie.

Ile książek napisałeś?

Ponad trzydzieści.

To naprawdę sporo…. Którą lubisz najbardziej?

„Zatruty spinner” oczywiście.

Każdy autor lubi swoją najnowszą książkę, ale jeśli miałbyś wybrać z całej swojej dotychczasowej twórczości? Co by to było?

Raz na dwa, trzy lata udaje mi się napisać powieść, która jest dla mnie jakimś przełomem, kamieniem milowym ważnym dla mojego rozwoju twórczego. Takie ważne książki, które pchnęły mnie dalej, to z pewnością „Julka Kulka, Fioletka i ja”, „Klub latających ciotek” i „Chłopiec z Lampedusy”.

Utrzymujesz się z książek?

Utrzymuję się z pisania, nie z samych książek. Pracuję na etacie w wydawnictwie edukacyjnym, gdzie tworzę teksty do podręczników, często jeżdżę na spotkania autorskie. Pisanie to mój zawód i hobby jednocześnie. Zajmuje większość mojego czasu.

Lubisz robić coś jeszcze?

Uwielbiam podróżować. Każda z podróży jest wyjątkowa, niezależnie jak daleko jadę.

Czy podróże dają ci inspiracje do książek?

Podróże dają mi przede wszystkim odpoczynek od książek, jeszcze się nie zdarzyło, żeby któraś moja podróż znalazła się w książce. Nawet ostatnio tak sobie myślałem…. Wydaję tyle pieniędzy na podróże, a jakoś to się nie przekłada.

Czyli piszesz albo podróżujesz?

Mam jeszcze jedną pasję, której się oddaję, gdy nie piszę i nie jestem w podróży. A mianowicie uwielbiam spędzać czas, przeglądając płyty z muzyką w specjalistycznych sklepach. Mogę tak spędzić wiele godzin.

Sven, bardzo dziękuje Ci za spotkanie i z niecierpliwością czekam na kolejne odcinki „Feralnego Biura Śledczego”!

Zapraszamy do prezentacji pierwszej części serii „Feralne Biuro Śledcze” tu!

A książka dostępna w sklepie Psotnika… wystarczy tylko, że klikniesz…

Reklama

Powiązane tematy

Zostaw komentarz