Psotnik u Doroty Gellner. Wywiad z Damą Orderu Uśmiechu

Psotnik u Doroty Gellner. Wywiad z Damą Orderu Uśmiechu

Na warszawskim Mokotowie, otoczona niezwykłymi przedmiotami z długą historią, mieszka wybitna polska poetka tworząca dla dzieci, Dorota Gellner. Dama Orderu Uśmiechu, autorka ponad stu książek i przeszło dwustu tekstów piosenek, osoba, której wkład w polską kulturę dla dzieci jest nie do przecenienia. Bo któż z nas nie nucił „Zuzia, lalka nieduża”, „A ja rosnę i rosnę” czy „Ogórek zielony ma garniturek…”.

Psotnik: Jak wygląda codzienność poetki?

Dorota Gellner: Mam dwa światy. W jednym muszę się absolutnie zdyscyplinować, nie mogę się spóźniać i muszę wykonywać polecenia służbowe. Drugi jest zupełnie inny, ale oba się łączą.

Czy to znaczy, że oprócz pisania, pracuje Pani na etacie?

Tak. Od 35 lat jestem bibliotekarką w Głównej Bibliotece Lekarskiej w Warszawie. Zajmuję się tam przede wszystkim medycznymi czasopismami.

Od 35 lat? Czy to była Pani pierwsza praca?

Jestem na ogół bardzo wierna wszystkiemu. Mnie się nic nie nudzi. Od skończenia szkoły, Policealnego Studium Informacji, Archiwistyki i Księgarstwa, to była moja pierwsza praca i mam nadzieję, że nie będę musiała jej zmienić.

Jak Pani godzi pracę w bibliotece z pisaniem?

Cóż… Niedawno doszłam do wniosku, że najwyraźniej jestem pracowita.

Codziennie o 6 rano wstaję do pracy, chodzę na dyżury, a oprócz tego muszę zmieścić tę całą resztę. Ale jakoś to upycham.

A jak koleżanki i koledzy z pracy podchodzą do Pani działalności artystycznej?

W pracy zawsze bardzo mnie wspierano, w bibliotece wszyscy cenią i szanują mój bajkowy świat, więc jest dobrze.

A co było pierwsze? Praca w bibliotece czy pisanie?

Zaczęłam pisać, jeszcze zanim zaczęłam pracować zawodowo. Właściwie to śmieszne wierszyki pisałam już jako dziecko… Straszyłam nimi mamę, podrzucając jej w zabawie pod poduszkę różne upiorne tekściki.

Pani mama, Danuta Gellnerowa też pisała wiersze, była poetką. Wydawnictwo Bajka wydało niedawno zbiór jej wierszy zatytułowany „Cukrowe miasteczko”. Czy to mama miała wpływ na Pani wybór drogi życiowej?

Tak, to dzięki mamie się odważyłam, ona mnie namawiała, żebym spróbowała. Mama nie miała możliwości w pełni poświęcić się twórczości, zajmowała się przede wszystkim mną i od dziecka uczyła mnie rymowania i pisania wierszy.

Pamięta pani to?

Nie bardzo, ale moja ciocia Jadwiga pamięta doskonale. Po latach spotkałam też moją starszą koleżankę Jadzię, z którą przyjaźniłam się w dzieciństwie i ona wspominała, że gdy przychodziła do nas, to moja mama bawiła się z nami w rymowanki i uczyła nas układać wierszyki. Ale tylko ja się nauczyłam.

A Pani tata… jaki był? Też miał artystyczną duszę?

Mój tata był bardzo wrażliwy na piękno, kochał fotografię i robił zdjęcia jeszcze przed wojną, był fotografem z zamiłowania, a gdy przeszedł na emeryturę, to został członkiem Warszawskiego Towarzystwa Fotograficznego, miał swoje wystawy. Oboje rodzice poświęcali mi bardzo dużo czasu i uwagi…

Jest Pani jedynaczką?

Jestem trzecim dzieckiem. Dwoje dzieci moi rodzice stracili zanim się urodziłam. Niestety nie znałam mojego rodzeństwa.

Czy wychowała się Pani w Warszawie?

Urodziłam się z Warszawie, ale pierwsze trzy lata życia spędziłam w Konstancinie, gdzie mieszkaliśmy w pięknej starej willi Gryf. Tam mieścił się Państwowy Dom Dziecka, którego mój tata był kierownikiem. Ta willa stoi do tej pory i z wielkim sentymentem ją mijam, gdy wychodzę na spacer z Domu Pracy Twórczej ZAiKS-u, gdzie od niedawna uwielbiam spędzać wakacje.

Co szczególnie Pani pamięta z dzieciństwa?

Byłam grzecznym i nieco chorowitym dzieckiem, ale nie marudziłam, gdy musiałam poleżeć w łóżku, ponieważ na tym łóżku było wszystko – moje ukochane gry „Grzybobranie” i „Skaczące czapeczki”, no i przede wszystkim mnóstwo książek. Niektóre rozkładane – trójwymiarowe. Ja tam sobie układałam laleczki, takie z papieru, które mama mi wycinała. Były też takie gotowe do kupienia z ubraniami na szeleczkach, były wycinane z czasopisma „Miś”, ale też mama sama mi robiła lalki i ubranka dla nich. Każda miała swoje imię. Mam do dziś zachowane całe pudełko tych laleczek, oklejone ilustracjami ze „Świerszczyków”.

Jakim była Pani dzieckiem?

Bardzo wrażliwym, spokojnym, nigdy się nie nudziłam, zawsze miałam masę swoich zajęć, ale nade wszystko byłam dzieckiem nieśmiałym…  to zakrawa wręcz na cud, że ja teraz w ogóle mogę jeździć na spotkania autorskie, występować przed ludźmi, to przez bardzo długi czas były dla mnie rzeczy nierealne.

Tak bardzo bała się Pani wystąpień?

Bałam się już w liceum, a pod koniec szkoły pomaturalnej nauczycielom odpowiadałam jedynie na piśmie.

I nauczyciele to tolerowali?

Na szczęście tak, bo ja nie byłam w stanie odpowiadać przed grupą.

To jak zdecydowała się Pani na organizowanie spotkań autorskich, przecież bardzo dużo Pani jeździ po całym kraju!

Cud nastąpił… Najpierw na spotkania jeździłam z mamą, która zawsze pomagała mi w trudnych momentach, mówiła za mnie, gdy ja nie byłam w stanie. Gdy mamy zabrakło, to myślałam, że już się wszystko skończyło, że już nigdy nie zrobię spotkania z czytelnikami.

Ale się jednak udało…

Nie miałam wyjścia, mogłam tylko zrezygnować ze wszystkiego. Wtedy bardzo wsparła mnie pani Ania Mokrzycka, dyrektor biblioteki w Piasecznie, w której odbyło się moje pierwsze spotkanie bez mamy. Obiecała, że w razie czego mi pomoże.

A teraz? Czy nadal tak się Pani denerwuje?

Pomału po prostu się przyzwyczaiłam, a teraz gdy tylko zobaczę jakąś scenę, to zaraz chcę na nią wskoczyć. Mówię o tym, żeby mój „przypadek” dał nadzieję osobom, które sobie nie radzą. Nie ma rzeczy niemożliwych, kryją się w nas siły, o których często nie mamy pojęcia.

W każdym razie matura ustna była dla mnie koszmarem. Dlatego nie odważyłam się nawet myśleć o egzaminach na studia.  To było dla mnie niewyobrażalne.

A o jakich studiach Pani marzyła?

Chciałam studiować medycynę. Gdy byłam w liceum i planowałam zostać lekarką, pracowałam przez miesiąc w szpitalu jako salowa, zlecali mi tam różne prace – suszenie zdjęć rentgenowskich, mycie probówek. Najbardziej jednak podobało mi się bieganie w białym fartuszku.  To było wtedy dla mnie takie romantyczne.

Ostatecznie zrezygnowałam z medycyny i teraz wystarczy mi biblioteka lekarska, czytam sobie, co mnie interesuje. No i napisałam książkę „Sanatorum”.

Czyli Pani pisanie rozpoczęło się po maturze, w studium?

Tak, wszystko zaczęło się od debiutu na łamach „Świerszczyka”. Później współpracowałam z „Misiem”, „Płomyczkiem”, ale tak naprawdę skrzydła pozwolił mi rozwinąć „Pentliczek”, bo wcześniej ciągle mnie w redakcjach dyscyplinowano i trzeba było ściśle trzymać się podawanych tematów, natomiast „Pentliczek” pozwolił mi „zaszaleć” z fantazją i tam ostatecznie ukształtował się mój własny styl.

Jest ktoś jeszcze, oprócz rodziców, kto miał szczególny wpływ na Pani twórczość?

Wiele zawdzięczam pani Danucie Wawiłow. Kiedyś recenzowała tomik moich wierszy i napisała, że wszystko w porządku, ale żebym przestała się bać humoru. Dostrzegła we mnie potencjał humorystyczny i zasugerowała, żebym spróbowała pisać takie bardziej szalone teksty i teraz czuję się w nich wyśmienicie.

Kiedy najlepiej się Pani pisze?

Najcudowniej, gdy mogę zamknąć się w domu na kilka dni, mieć ciszę, spokój i duże zapasy zrobionego jedzenia, żebym nie musiała się odrywać. Najlepiej jakby mi ktoś przynosił potrawy, stawiał na stół i się przy tym nie odzywał.

Czy to prawda, że nie używa Pani do pisania komputera?

Tak! Piszę na maszynie do pisania, bo po pierwsze – lubię przepisywać utwory wielokrotnie, łatwiej mi wtedy robić poprawki, po drugie – uderzanie w klawisze zastępuje mi grę na pianinie.

Czy praca nad tekstem piosenki wygląda tak samo,  jak praca nad pisaniem książki?

Niezupełnie, ale praca nad piosenkami sprawia mi jeszcze więcej radości, bo do tekstu dochodzi muzyka i to jest podwójny urok. Współpracowałam z różnymi kompozytorami, nie mniej od ponad 30 lat pozostaję wierna panu Adamowi Skorupce. To wybitny kompozytor, aranżer i basista jazzowy. My się już tak dobrze znamy, że pracujemy wspólnie nawet przez telefon. Oczywiście przy instrumencie też. Niekiedy całymi godzinami.

A z ilustratorami?

Takiej współpracy z ilustratorami nie ma. Na szczęście wydawcy wybierają mi bardzo dobrych ilustratorów i jestem zadowolona z tego, jak wyglądają moje książki.

Z czego Pani czerpie inspiracje?

Z obserwacji. Jestem dość uważnym obserwatorem i wszystko traktuję z przymrużeniem oka. Od razu widzę różne śmieszności, które potem opisuję.

Rozglądając się po Pani mieszkaniu, można się domyślić, że lubi Pani stare przedmioty z historią…

Tak, od dziecka kolekcjonuję starocie, a teraz interesuję się też genealogią. W zeszłym roku zajęłam się historią mojej rodziny i odkryłam, że siostra mojego dziadka, Kazimiera, przed wojną wyszła za mąż za pana Kazimierza Hołubiczko. Mieszkali w Przemyślu i mieli wytwórnię wag stołowych. Gdy się o tym dowiedziałam, to strasznie chciałam mieć taką wagę rodzinną z ich przedwojennej fabryki. Zaczęłam docierać do informacji poprzez różnych kolekcjonerów wag i wreszcie moja kuzynka kupiła mi na starociach ich sygnowaną wagę z 1938 roku.

 W 2017 roku obchodziła Pani jubileusz, a nawet dwa, prawda?

Tak, zeszły rok był dla mnie rokiem jubileuszowym, ponieważ obchodziłam 35-lecie mojej pracy twórczej oraz pracy zawodowej w Głównej Bibliotece Lekarskiej.

Jak Pani świętowała?

Odbyły się dwie piękne uroczystości. Jedna to był jubileuszowy koncert w Siedlcach, zorganizowany przez Miejskie Przedszkole nr 13 w Siedlcach – przedszkole, którego jestem patronką. A druga odbyła się na rynku w Piasecznie, zorganizowana przez pana Łukasza Załęskiego, dyrektora Biblioteki Publicznej Miasta i Gminy Piaseczno, z którą jestem od lat zaprzyjaźniona. Ukoronowaniem roku jubileuszowego było przyznanie mi przez wydawnictwo Pani Twardowska statuetki Bursztynowe Nutki za twórczość literacką i poetycki wkład w umuzykalnianie dzieci.

Czy dobrze zrozumiałem, że to przedszkole w Siedlcach jest Pani imienia?

Tak, jestem bardzo dumna z tego, że jestem patronką sześciu przedszkoli i jednej szkoły podstawowej.

To dopiero robi wrażenie! Dziękuję za rozmowę.

KONKURS! KONKURS!

Mamy dla Was egzemplarz najnowszej książki Doroty Gellner – Czerodziejski most – Z DEDYKACJĄ AUTORKI!!!

Każdy kto chce wziąć udział w zabawie proszony jest o pozostawienie pod tym wywiadem komentarza z odpowiedzią na pytanie, za co najbardziej ceni twórczość Pani Doroty. 

To może być tytuł ukochanej książki, piosenki, ale nie musi. To zależy od Was.

Czekamy na Wasze odpowiedzi do końca tego tygodnia, czyli do niedzieli 4 marca 2018 roku, do godziny 24.00

🙂

Reklama

Powiązane tematy

Komentarze (40)

Zaklęta uliczka

nie znam… zatem koniecznie chcę odszukać 🙂 Dziękuję!

Dzień dobry!

Dziękując Pani Dorocie za poczucie humoru, pomysłowość i ogromną różnorodność Jej twórczości,
zapraszam do blogowych odwiedzin 🙂 – gdzie przypominam o kilku Jej książeczkach i wierszykach

A tak przy okazji 🙂 – życzę Pani Dorocie wszystkiego co najlepsze!!!!

Pani Dorota na pewno przeczyta wszystkie komentarze i będzie jej bardzo miło! Dzięki 🙂

Hm, niestety nie znam twórczości książkowej Pani Doroty, ale po przeczytaniu tygo wywiadu, a także podśpiewywaniu piosenek, których jest autorką, jestem przekonana, że pokocham i ja i moje córki jej książki. Czekam z niecierpliwością na początek tej znajomości i jestem przekonana, że w krótce nastąpi:)

Joanno… z całego serca Ci polecam, niezapomniane teksty, niesamowity humor. Na naszym blogu tylko kilka opisanych dokładnie z setki wydanych… zapraszamy 🙂

Ja, ja – proszę mnie wybrać. Książkę sobie kupię, ale jak ja pragnę tej dedykacji. Uważam, że „Czekoladki dla sąsiadki” są do schrupania, najbardziej jednak kocham „Sanatorium”, bo ja jestem taka pani Ala i pan Adam w jednym i za te 2 lata jak już na emeryturze będę (no może za 3) to też sobie do sanatorium pojadę. Poza tym pani Wawiłow na mnie też swoje piętno odbiła, (gdy w wierszu „Makowiec” odkryłam najkrótszą charakterystykę własnej osoby), więc mam coś wspólnego z panią Dorotą 😉 no i potrzeby mam podobne… cisza, spokój, jedzenie donoszą, tylko ja w tym czasie bym czytała, bo nie piszę.

bardzo dziękuję za ten komentarz 🙂

Witam, wiersze Pani są wspaniałe i za każdym razem rozbawiaja i wzruszają. Mój synek (8lat) w jeden wieczór nauczył sie i zapamiętał wiersz „Piłka” tak bardzo mu sie spodobał 🙂 W najbliższy poniedziałek weźmie udział w konkursie recytatorskim, gdzie dzieci z całej gminy będą recytować Pani wiersze. Wspaniały dorobek artystyczny i nie zapomniane piosenki. Pozdrawiamy i życzymy nowych pomysłów na wiersze dla naszych milusińskich.

Z moją córeczką dziekujemy za pomoc w oswojeniu wszystkich paskud, potworów i cieni o tajemniczych kształtach. „Duszki, stworki i potworki” to jedna z naszych ukochanych książek. Polecamy wszystkim, którzy zastanawiają się, co to za dźwięki dochodzą w nocy spod łóżka i jakie zamiary ma ten cień obok szafy:)))

„Zuzia,lalka nieduza” ulubiona,ukochana piosenka moich coreczek:)
Alez sie ciesze,ze „kliknelam” i przeczytalam ten wywiad,dziekuje.

🙂 pozdrawiamy!

Szanowna Pani Doroto!

Do wiadomości: Psotnik Szanowny

Tak jak Pani, Pani Doroto, nie rymuje nikt 🙂 Tak jak Pani nikt nie podsuwa pięknych i czasem szalonych skojarzeń, metafor, porównań. To czysta przyjemność czytać Pani – przyznam szczerze – glównie poezje. Ich rytm jest nieskazitelny, a czytanie na głos sprawia mi olbrzymią przyjemność. Kiedyś Mama czytała mi Pani wiersze, dziś czytam je moim dzieciom.

Dobrze, ze Pani pisze – bez Pani wierszy swiat byłby smutniejszy.

Ogromny szacunek i wdzięczność załączam
Kinga Stokowska

dziękujemy Kinga 🙂 Wszystko prawda!

Wydawalo mi się, że Dorota Gellner nie jest już atrakcją dla młodych czytelników. No bo jakże to? Czego szuka w dobie popularności modnych skandynawskich mistrzów „poczciwa” Gellner? Z błędu wyprowadziła mnie córka. Dzieki niej na nowo odkryłam pełne ciepła , mądrości i humoru utwory. Te dawne, z mojego dzieciństwa obudziły cudowne wspomnienia. Te nowe udowodniły, że z autorki żadna „poczciwina” a kobieta pełna pasji, świeżych pomysłów i fantazji. Z przyjemnością sięgamy po Twórczość pani Doroty. I czekamy na wiecej!

To prawda – absolutnie na czasie, cały czas 🙂 moje dzieciaki, tak jak ja, pękają ze śmiechu nad Sanatorium czy czytając Zawiłości miłości!

Uwielbiałam i uwielbiam wszystkie piosenki, do których słowa napisała Pani Dorota. To są piosenki wielu pokoleń.

Nam najbardziej podoba się Rostrzepana Sprzątaczka! Bardzo cenimy humor z którym pisze Pani Dorota – jest taki w sam raz 🙂

https://www.facebook.com/577890212253083/photos/a.1755656501143109.1073741953.577890212253083/1781214095254016/?type=3&theater
To mówi samo przez się 😉
Książki Pani Gellner uwielbiałam czytać z dorosłymi już teraz córkami i od wielu lat z czytelnikami . To dla mnie kufer wciąż nowych, często odjechanych pomysłów, które realizuję z dziećmi w bibliotece.
Autorkę cenimy przede wszystkim za świeży powiew, za młodość w snutych historiach. Mimo 18 lat pisarki nic w opowieściach nie trąci myszką 😉
Humor i lekkość pióra daje poczucie spokoju i odprężenia.
Pozdrawiamy gorąco Panią Dorotę i oczywiście Psotnika 🙂

pozdrawiamy! 🙂

Za humor. Roztrzepana sprzątaczka pozwala mi chichotac między odkurzaniem kota a mopowaniem trawnika. Czasem nawet czytam dziecku 😄

Na pentliczkowych wierszykach pani Doroty nauczyłam się czytać.
😊

Twórczość pani Doroty Gellner najbardziej cenię za uśmiech, który jej teksty wywołują na buźkach moich dzieci (mojej też). I za to, że mamy „Jestem duży” i „Jestem duża” – takie podobne, a jednak inne, dzięki pani Dorocie każde dziecko w naszym domu ma specjalny wierszyk o tym, jak już urosło i jakie jest …duże 🙂 A ja, mama, chcę tutaj jeszcze złożyć wyrazy uznania dla pani Danuty Gellnerowej, zwłaszcza za wierszyk „Asia” 😉 Niezwykłe jest wrażenie, kiedy teksty obu Pań sąsiadują ze sobą, my mamy akurat kilka książek z serii Wydawnictwa Muza – „Wierszyki 2-latka”, „Wierszyki 3-latka” i „Wierszyki 4-latka”.

A ja napiszę co czuję.
Za wszystko Pani dziękuję!
Bo ten OGÓREK ZIELONY,
Był chyba dla nas stworzony.
A POTWÓR KOLOROWY
Z kapustą zamiast głowy,
Zachęcił do jedzenia,
Naszego synka lenia.
I co dzień też SUKIENKI
Bierzemy od BOŻENKI.
Bo może to zły zwyczaj
I lepiej nie pożyczać,
Lecz jak tu wybrnąć mamy,
Gdy w domu WIELKIE DAMY.
WESOŁA z nas RODZINKA
Już mamy „jadka” synka,
Więc bardzo dziękujemy!
Twórczości takiej chcemy!

Najbardziej cenię za nieśniertelnego „Ogórka wąsatego”, który jest hitem w naszej rodzinie 😀 Oby jak najdłużej Pani Dorota pisała prawdziwe hity dla tych rozśpiewanych, zaczytanych i zakochanych w Jej twórczości 🙂

Uwielbiamy tworczosc Pani Doroty przede wszystkim za poczucie humoru 🙂

Pani Doroto – serdecznie dziękuję za poważne wsparcie mnie w codziennej – od 37 lat pracy z dziećmi w przedszkolu. To właśnie Pani książeczki czytałam dzieciom na leżakowaniu, to Pani książeczki pomagały mi w realizacji codziennych zajęć z dziećmi. Razem odkrywaliśmy ciekawy świat w różnych dziedzinach……Dzisiaj chętnie czytam tę wspaniałą literaturę moim wnuczętom…… DZIĘKUJĘ….

Pamiętam ten dzień, jakby to było zupełnie niedawno, a minęło już trzydzieści lat! Tego pamiętnego dnia nie poszłam do szkoły, bo dopadło mnie jakieś paskudne przeziębienie w duecie z gorączką. Ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Odwiedziła mnie babcia i przyniosła książkę, prezent zawsze poprawiający humor i samopoczucie;) To były wiersze pani Doroty Gellner: „Zamawiamy” z ilustracjami Hanny Grodzkiej-Nowak. Mam ją do dziś a czytane wtedy przez babcię rymowanki sprawiły, że chorowanie nie było takie straszne;) A w międzyczasie odkrywałam słuchowiska w radiu (Radio dzieciom, taka fantastyczna audycja codziennie o 19.30;)), gdzie w audycjach utwory pani Doroty często się pojawiały. Z zapartym tchem słuchałam dźwięków wydobywających się w trybie mono z nieco charczącego już radia, a wyobraźnia wyczyniała dzikie harce. Piosenki Pani Doroty znałam (i znam) na pamięć i choć mojemu głosowi daleko do perfekcji, śpiewam razem z dziećmi o Zuzi, Ogórku albo próbuję przekonać młodszą latorośl do udania się w kierunku łóżeczka śpiewając cichutko „Śpij maluszku”.
Dziękuję za te czarodziejskie światy, magiczne dzieciństwo („Koronkowa lambada” to był jeden z hitów, które śpiewałyśmy na trzepaku pod blokiem;)), za malowanie mojego dziecięcego świata w przedziwne barwy i radosne zdarzenia. Za otwieranie przede mną drzwi do świata wyobraźni, za niezwykłą wrażliwość i wierszowaną rzeczywistość. Za to, że Pani twórczość w cudowny sposób łączy pokolenia (moje książeczki trafiają teraz w inne małe rączki – moich synków;)) A „Dzień dobry, Emilko” już niedługo dostanie w prezencie moja chrześnica – a jakże – Emilka 🙂 I proszę wybaczyć mi śmiałość, ale ja w Pani widzę takiego Psotnika. To znaczy Psotniczkę, która dowcipem rozbawi nawet największego ponuraka. I ta Psotniczka jest zarazem małą dziewczynką, która z empatią dziwi się światu i nim zachwyca. Dostrzega poezję tam, gdzie inni (dorośli…) widzą tylko prozę. I tych prozaików uwrażliwia Pani na piękno i niezwykłość otaczającego świata. Dziękuję Pani za to, że gdziekolwiek mnie rzuci przekorny los, Pani wiersze będą mi przypominać szczęśliwe dzieciństwo i rodzinny dom. No i nie mogę nie dodać, że widzę Pani pokrewną duszę, bo też gromadzę różne starocie, które przecież nie tylko są piękne, ale i … mają duszę. Żałuję ogromnie, że nie mogę stać się niewidzialną i zakraść się (bez złych intencji rzecz jasna;)) do Pani domu, by podziwiać te wszystkie cudowności, które Pani zgromadziła! Niech Pani nie zabraknie weny i niech Pani będzie wciąż tą Psotniczką, która zaczarowuje dziecięcy świat kolejnych czytelników!

Witam, z twórczością Pani Doroty spotkałam się po raz pierwszy kilkanaście lat temu, kiedy to rodzice kupili dla mnie i mojego rodzeństwa książeczkę pt. „Piłka”. Pamiętam jak dziś kiedy razem z rodzeństwem siedzieliśmy przy mamie i z otwartą buzią słuchaliśmy wesołego wiersza o piłce. Po kilku recytowaniach mamy, umieliśmy wiersz na pamięć. Tak bardzo nam się spodobał, że od samego rana do późnego wieczora recytowaliśmy wiersz. Pierwszy wers wiersza zaczynał brat, a później włączała się najstarsza siostra, końcówka była dla mnie 🙂
„Biała koza białą nóżką
potoczyła piłkę dróżką.
Pędzi piłka w stronę wiadra.
Bęc! do zimnej wody wpadła!
Oj do licha! – rzekła brzydko. –
Chcę do domu! i to szybko!
Choć nie miała wcale nóg,
przeskoczyła – hop – przez próg.
Zatrzasnęła z hukiem drzwi
i pod łóżkiem grzecznie śpi”.
Będąc teraz sama mamą, zakupiłam kilka dzieł Pani Doroty. Między innymi trzy książeczki, w których znajduje się ok 50 wierszy dla dzieci, „Czekoladki dla sąsiadki” – gdzie czytamy razem z mężem córce na dobranoc, „Duszki, stworki i potworki”, bardzo humorystyczna książka ” Wścibscy” , „Gryzmoł” oraz „Bajeczki z miasteczka”. Na pewno to nie koniec naszego zbioru twórczości Pani Doroty Gellner. Mam wielką nadzieję, że nowa książka pt. „Czarodziejski most” otrzyma moja córka Hania. Ale również był by to piękny prezent dla mojej drugiej córeczki Igi, która przyjdzie na świat za ok 4 tygodnie :).
Z całego serca dziękuję Pani Dorocie za tak piękną twórczość, za rymy, które wpadają w ucho od najmłodszych moich lat, za pomysłowość, za wspaniały humor w dziełach, za dzieła które budzą we mnie miłe wspomnienia.
Gorąco pozdrawiam Panią Dorotę oraz Strefę Psotnika.

Kochan książkę ,,Roztrzepana sprzątaczka” sama często tak się czuję 🙂 a kiedy nie chce mi się sprzątać siadam jak ona na fotelu zamykam oczy i nie widzę tego bałaganu przed sobą 🙂 dodam, że moje dziecko właśnie na konkurs recytatorski wybrał właśnie wiersz z tej książki, 🙂
Mamy w domu również ,,czekoladki dla sąsiadki” i była to pierwsza książka jaką przeczytałam swojemu pierwszemu dziecku , a miał on ok tygodnia 🙂 potem wracaliśmy do niej latami czyli przez 7 lat ciągle nam się nie znudziła 🙂

Z trzyletnim synem uwielbiamy tomik „W przepasce tęczy”. Wiersz „Ropucha” znamy na pamięć i często przed zaśnięciem po kilka razy recytujemy. Urocze to wszystko.

Nie wyobrażam sobie mojej pracy( a jestem nauczycielką przedszkola), bez utworów Pani Doroty. Od lat widzę ile radości sprawiają przedszkolakom i nam nauczycielkom. Bez Pani utworów byłoby nam smutno. A tak, możemy śpiewać, czytać i uśmiechać się każdego dnia. I mamy nadzieję, że takich wierszy i piosenek powstanie jeszcze wiele. Mieć książkę z autografem od Pani Doroty to byłoby niesamowite.

Uważam panią Dorotę za bardzo wyjątkową osobę. Najbardziej cenię panią Dorotę za jej piękno jakie ma w sobie. Można to odczuć czytając jej wiersze, śpiewając piosenki lub słuchając słuchowisk. Jestem pełna podziwu jej talentu i bogatej wyobraźni. Udowadnia to w swojej twórczości, gdy z łatwością potrafi osadzić w główne role różne dziewczynki, zwierzęta, owady rośliny, a nawet przedmioty i zjawiska przyrodnicze a przy tym każdy utwór jest inny niosący ze sobą różne emocje .

W imieniu pani Doroty Gellner przekazuję werdykt konkursu. Wiem, że miała „ciężki orzech do zgryzienia”, bo wiele Waszych komentarzy skradło jej serce 🙂
Ostatecznie jednak egzemplarz Czarodziejskiego mostu z dedykacją Autorki otrzymuje…
MAGDALENA SZ. 4 marca 2018 at 12:02, a treść jej komentarza to:
„Pamiętam ten dzień, jakby to było zupełnie niedawno, a minęło już trzydzieści lat! Tego pamiętnego dnia nie poszłam do szkoły, bo dopadło mnie jakieś paskudne przeziębienie w duecie z gorączką. Ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Odwiedziła mnie babcia i przyniosła książkę, prezent zawsze poprawiający humor i samopoczucie;) To były wiersze pani Doroty Gellner: „Zamawiamy” z ilustracjami Hanny Grodzkiej-Nowak. Mam ją do dziś a czytane wtedy przez babcię rymowanki sprawiły, że chorowanie nie było takie straszne;) A w międzyczasie odkrywałam słuchowiska w radiu (Radio dzieciom, taka fantastyczna audycja codziennie o 19.30;)), gdzie w audycjach utwory pani Doroty często się pojawiały. Z zapartym tchem słuchałam dźwięków wydobywających się w trybie mono z nieco charczącego już radia, a wyobraźnia wyczyniała dzikie harce. Piosenki Pani Doroty znałam (i znam) na pamięć i choć mojemu głosowi daleko do perfekcji, śpiewam razem z dziećmi o Zuzi, Ogórku albo próbuję przekonać młodszą latorośl do udania się w kierunku łóżeczka śpiewając cichutko „Śpij maluszku”.
Dziękuję za te czarodziejskie światy, magiczne dzieciństwo („Koronkowa lambada” to był jeden z hitów, które śpiewałyśmy na trzepaku pod blokiem;)), za malowanie mojego dziecięcego świata w przedziwne barwy i radosne zdarzenia. Za otwieranie przede mną drzwi do świata wyobraźni, za niezwykłą wrażliwość i wierszowaną rzeczywistość. Za to, że Pani twórczość w cudowny sposób łączy pokolenia (moje książeczki trafiają teraz w inne małe rączki – moich synków;)) A „Dzień dobry, Emilko” już niedługo dostanie w prezencie moja chrześnica – a jakże – Emilka 🙂 I proszę wybaczyć mi śmiałość, ale ja w Pani widzę takiego Psotnika. To znaczy Psotniczkę, która dowcipem rozbawi nawet największego ponuraka. I ta Psotniczka jest zarazem małą dziewczynką, która z empatią dziwi się światu i nim zachwyca. Dostrzega poezję tam, gdzie inni (dorośli…) widzą tylko prozę. I tych prozaików uwrażliwia Pani na piękno i niezwykłość otaczającego świata. Dziękuję Pani za to, że gdziekolwiek mnie rzuci przekorny los, Pani wiersze będą mi przypominać szczęśliwe dzieciństwo i rodzinny dom. No i nie mogę nie dodać, że widzę Pani pokrewną duszę, bo też gromadzę różne starocie, które przecież nie tylko są piękne, ale i … mają duszę. Żałuję ogromnie, że nie mogę stać się niewidzialną i zakraść się (bez złych intencji rzecz jasna;)) do Pani domu, by podziwiać te wszystkie cudowności, które Pani zgromadziła! Niech Pani nie zabraknie weny i niech Pani będzie wciąż tą Psotniczką, która zaczarowuje dziecięcy świat kolejnych czytelników! ”

Gratulujemy i czekamy na adres do wysyłki nagrody 🙂

Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa, dziękuję, dziękuję!!!!!! Co tam grypa, co tam gorączka i kaszel! Po takim werdykcie choróbsko ucieka, gdzie pieprz rośnie! Bardzo dziękuję, nie mogłabym sobie wymarzyć lepszego poniedziałku 🙂 Jak już przestanę ronić łzy wzruszenia, podeślę dane 🙂 Bardzo się cieszę i pędzę przekazać cudowną wiadomość starszemu synkowi i… mamie 🙂

🙂 🙂 🙂

Świetny wywiad, dziękuję Kasiu 🙂

do usług 🙂 uwielbiam robić wywiady 🙂

Bardzo ciekawy wywiad! Niesamowita postać!

Zostaw komentarz