„Tyczka w Krainie Szczęścia” Martin Widmark i Emilia Dziubak

Tyczka w Krainie Szczęścia

Martin Widmark, szwedzki pisarz znany w Polsce głównie jako autor bestsellerowej serii „Biuro Detektywistyczne Lassego i Mai” oraz Emilia Dziubak, jedna z najbardziej znanych i wielokrotnie nagradzanych polskich ilustratorek młodego pokolenia! Co za duet!

Efektem współpracy artystów oraz połączenia siły dwóch talentów powstała pierwsza, lecz nie ostatnia, wspólna książka „Tyczka w Krainie Szczęścia”. Jest wzruszająca, piękna i zapadająca w pamięć, w lekko nostalgicznym klimacie, idealna do czytania przed snem.

Daniel nie może zasnąć. Jego rodzice pracują do późna w szpitalu, a on jest pod opieką pani Julii. Chłopiec naprawdę lubi, gdy zajmuje się nim pani Julia, bo jest mistrzynią pięknych opowieści. Kobieta siada na skraju jego łóżka i zaczyna snuć historię o tym, co wydarzyła się naprawdę, gdy była małym dzieckiem.

Miała starszego brata Tomka, z którym uwielbiała się bawić, był jej najlepszym przyjacielem. Lecz pewnego dnia zniknął, choć wszędzie go szukali, nie mogli go odnaleźć. Pozostał tylko flet, na którym często jej grał. Po wielu miesiącach zdała sobie sprawę, że już nigdy nie spotka brata. Nic nie cieszyło jej, jak przedtem. Rodzice robili wszystko żeby ją rozweselić.

Pewnego dnia, smutna i samotna, wyszła na sanki i przez niefortunny wypadek, trafiła przypadkiem do… magicznej Krainy Szczęścia!

Koniecznie sprawdźcie, co ją tam spotkało! Nie zdradzę Wam nic więcej, no może jeszcze tylko, że będzie sok z pruskawek i bijgód oraz kilka scen grozy!

Jeżeli ktoś z Was jest fanem talentu Emilii Dziubak, to nie będzie zawiedziony. Ilustracje zajmują wszystkie rozkładówki i są niesamowite – klimatyczne, charakterystyczna dla tej artystki dość ciemna, lecz ciepła paleta barw.

Książka jest bardzo starannie wydana. Z daleka rzuca się w oczy, głównie dzięki temu, że okładka została wydrukowana na perłowym papierze. Mieni się niczym ryba i wygląda świetnie.

Prawdziwa perełka, nie tylko z uwagi na lakier na okładce 😉 Polecam!

Tyczka w Krainie Szczęścia

Tyczka w Krainie Szczęścia

Tyczka w Krainie Szczęścia

Tyczka w Krainie Szczęścia

tytuł: „Tyczka w Krainie Szczęścia”

tekst: Martin Widmark

ilustracje: Emilia Dziubak

przekład:  Marta Dybula

wydawnictwo: Mamania, 2017

objętość: 32 strony

dla dzieci w wieku: 6+

cena okładkowa: 39,90 zł

 

a na koniec…. dobre wieści 🙂

KONKURS

Mamy jeden egzemplarz „Tyczki w Krainie Szczęścia” do rozdania.

Każdy, kto chce wziąć udział w zabawie, proszony jest o pozostawienie komentarza pod tym wpisem.

Napiszcie o swoim najlepszym wspomnieniu związanym z rodzeństwem!

Na wasze zgłoszenia czekamy do końca dnia jutrzejszego, czyli do 7 marca 2017 do godziny 24.00

Wybierzemy jedną osobę i prześlemy książkę!

 

Rozwiązanie konkursu…

wiemy, że zabrzmi to jak nudny, wciąż powtarzany frazes, ale strasznie ciężko było wybrać jeden wpis. Macie tak dużo cudownych wspomnień! Niektóre rozśmieszają, inne wzruszają. Naprawdę bardzo dziękujemy za wasze wpisy, fajnie, że zostaną tu na blogu!

Dzięki Wam zdaliśmy sobie sprawę jeszcze raz, że rodzeństwo to jest prawdziwy skarb, o który trzeba się bezustannie troszczyć.

Mamy tylko jeden egzemplarz do rozdania i tym razem zdecydowaliśmy, że otrzyma go Magdalena, a jej komentarz to:

„Jako 10 latka zostałam przez 2 tygodnie wakacji pod opieką mojej 20-letniej siostry. Któregoś dnia mówię jej: nie mogę gwizdać, ona na to: to nie gwiżdż. PO jakimś czasie mówię: oko mi się nie chce zamknąć, no i tu już nie zbagatelizowała. Moja lewa strona twarzy była nieruchoma, martwa, maska…Wsadziła mnie w malucha i powiozła do jedynej bodajże wtedy prywatnej lecznicy w naszym wojewódzkim mieście -lata osiemdziesiąte..3 piętro w kamienicy,wiekowy lekarz. Diagnoza: porażenie nerwu twarzowego,niestety nieuleczalne. Schodziłyśmy po schodach obie zaryczane. Na dole złapała mnie i przytuliła, powiedziała,że przecież mógł się pomylić, że wszystko będzie dobrze, że tego tak nie zostawi, jeszcze dziś mi znajdzie lekarza który mnie wyleczy. Tak się stało. A później przez ponad miesiąc kłuła mi tyłek i znosiła moje wrzaski przy bolesnych zastrzykach.”

Dziękujemy wszystkim i czekamy na adres do wysyłki od Magdaleny!

Reklama

Powiązane tematy

Komentarze (45)

Nie mogę, bo nie mam rodzeństwa, czuję się dyskryminowana! 😉

Kuzynki i kuzynowie też mogą być 😀

Najlepsze wspomnienie związane z kuzynostwem? Trudno wymienić jedno, nasze dzieciństwo było tak intensywne, że gdybym miała ograniczyć się do jednej sprawy byłabym nie sprawiedliwa. Dziś wspominamy to wszystko z uśmiechem na ustach. Co? Nasze wspólne wakacje, kiedy nad morzem zajadaliśmy się goframi i lodami, kiedy zimą w górach piliśmy gorącą czekoladę. Kiedy bawiliśmy się w dom albo graliśmy w gry planszowe. Kiedy odkryliśmy gry telewizyjne i komputerowe i zaczęliśmy grać w nie. Kiedy sprawdzaliśmy które z nas wytrzyma dłużej w zamkniętej szafie, a ja wyrwałam drzwi chcąc się z niej uwolnić. Kiedy czytaliśmy razem komiksy „Kaczor Donald” i książkę „Świat Zofii”.
Nie miałam i nigdy nie będę mieć rodzeństwa. Czy żałuję? Nie, mam tyle pięknych wspomnień związanych z kuzynem, że nigdy nie czułam się samotna albo gorsza.

Pierwsze i najbardziej emocjonujące wspomnienie związane z moim rodzeństwem to to, kiedy dowiedziałam się, że… będę je miała! Miałam wtedy 9 lat i naprawdę, odkąd tylko nauczyłam się mówić, a później pisać, to prosiłam rodziców o braciszka i wkładałam im do skrzynki na listy liściki, w których zapewniałam, jak bardzo chcę go mieć. Pewnego razu, gdy jechaliśmy naszym maluchem do znajomych, moja mama odwróciła się do mnie z przedniego siedzenia i powiedziała: „Będziemy mieli dzidziusia…”. Pamiętam, że totalnie mnie zatkało i nie powiedziałam ani słowa przez cały wieczór. Byłam taka szczęśliwa, że cała się trzęsłam z wrażenia.
A później było już tylko lepiej =)
Teraz brat ma 18 lat i jest wciąż moim ukochanym młodszym braciszkiem. Wymarzonym, wyczekanym. Mamy ze sobą super kontakt =)
Pozdrawiam serdecznie!

Moje najlepsze wspomnienie jest świeże, bo dotyczy dnia, kiedy na świat przyszła moja córka, a mój starszy brat, 192 cm wzrostu, 100 kg wagi, 32 lata płakał ze szczęścia razem ze mną ♡

Co za cudo!!!! moje ulubione wspomnienie to zabawa w dentystę:) Dwóm młodszym siostrom kazałam na siłę jeść mleko w proszku, a potem sadzałam je na fotelu, lampką z biurka świeciłam prosto w buziaki i ….cyrklem wydłubywałam sklejoną maź mleczną..będąc dokładną dentystką :O Marzyłam by być stomatologiem:) One nie lubiły tej zabawy, ale jako młodsze musiały się słuchać..:) Żałuję, że nie poszłam w tym kierunku..;)

Brat lub siostry brak, za to całe dzieciństwo spędziłam ze swoimi kuzynami i kuzynkami. Gdy teraz zerkam na swoje wspomnienia z tamtych lat, to skojarzenie mam jedno – Dzieci z Bullerbyn 🙂 krążyliśmy cała wataha po okolicy, rożne przygody przeżywając. Gasilismy pożary na łące, chowaliśmy sie w dole po wapnie, ktoś oberwał bramka w policzek, a komuś mega kamień rozciął rękę. Ktoś wpadł do rowu z ukochana lalka, a ktoś pol dnia chodził z pełnymi majtkami, bo wstydził sie przyznać, a szkoda było czasu na przebieranie. Ze sprężyny robiliśmy syrenki, a z kamieni rycerzy. Koty jeździły w taczce, a my uciekaliśmy przed syczacymi gąskami. Absolutnie cudowny czas, cały. Marze, zeby i moje dzieci miały choć namiastkę tego co ja wtedy, tej wolności na przygody 🙂

Najmilsze wspomnienie , to konspiracja podczas wykradania jajek i mąki do zrobienia ciasta w altance. Taki ot dreszczyk emocji.

Moje wspomnienie jest równie słodkie, jak mój wówczas 2-letni brat wyciągający rączkę po kolejną tabliczkę czekolady od cioci, która nas odwiedziła. W jednej już dzierżył swoją czekoladę, jednak prosił o kolejną „da Iny” (tłum. dla Martyny). Czyli dla mnie, jego starszej o 13 lat siostry. Ciocia była mocno zmieszana, a ja rozczulona i dumna! <3

Wspomnienie…
Wybiorę to, kiedy ugryzłam mojego brata w dużego palca u nogi, z miłości oczywiście. 😉
Ponieważ nie pomagał mi w zrobieniu obiadu 🙂
Ps. Bardzo go kocham!

Wspólne gry na pegasusie z moimi sąsiadami Gosią i Konradem. Nic nadzwyczajnego, ale obserwacja ich relacji, jako rodzeństwa, dla mnie jedynaczki, była bardzo ciekawa. Poza tym w ich domu wiele rytuałów było innych. Często zaskakujących dla mnie. No i mieli psa. Ach!

Ciężko wybrać jedno ulubione wspomnieni z miliona 😉 Najlepsze były chyba te dni kiedy w wakacje spałyśmy razem z kuzynkami u babci na niezamieszkałym strychu. Materace rozłożone pomiędzy słoikami z przetworami a pamiątkami z dawnych lat. Czułyśmy się niczym dzieci z Bullerbyn nocujące w stogu siana lub młodzi poszukiwacze przygód odkrywający sekrety i tajemnice 🙂 Nocne pogaduchy prowadzone szeptem, szalejąca wyobraźnia i niczym nie powstrzymywana dziecięca ciekawość. Aż szkoda, że człowiek dorósł, a babcia wyremontowała strych 🙂

Jedno z moich wspomnień związanych z rodzeństwem na myśl o którym zawsze pojawia się uśmiech to jak mój młodszy brat który jeszcze nie chodził wstał pewnego dnia i ruszył na widok kiełbasy kupionej przez tatę i położonej na stole. 🙂 Teraz jako mama dwóch córeczek 3 i 6 lat które bardzo się kochają bardzo często wracam wspomnieniami do lat dziecięcych i wspomnień związanych ze wspólnymi zabawami z bratem. Między nami też były 3lata różnicy 😉 Pozdrawiam serdecznie

Kiedy miałam dziesięć lat, trzyletnia wówczas siostra, którą miałam się opiekować wyrwała mi się i wbiegla prosto pod rower młodego księdza. Dziecku nic wielkiego się nie stało, ale kleryk wystraszony wieczorem zjawił się z przeprosinami i wielką torbą słodyczy. Biedak do dziś nie wie jakie robilysmy zasadzki, żeby ją jeszcze raz pod ten rower wypchnąć. Godzinami czailysmy się na niego za winklem.

Ciężko mi wybrać jedno wspomnienie, ponieważ nasze dzieciństwo rozgrywało się na wsi i każdy dzień przynosił wspaniałe przygody. Bieganie po sciernisku w blasku zachodzącego słońca, wspinaczki na drzewa ,bieganie boso po kaluzach, ganianie gęsi i indykow po podwórku, zbieranie jajek o poranku i wyścigi, kto pierwszy więcej ich nazbiera. W pamięci utkwilo mi tez wspomnienie tego, jak nauczyłam brata jeździć na rowerze. Zameczal mnie prowadzaniem go na rowerze, az w końcu poirytowana już puściłam rower, a mój brat… pojechał sam. 🙂 Duma, jaka mnie rozpierala, nie do opisania. Kocham mojego młodszego brata, i każde wspomnienie naszego wspólnego dzieciństwa.

Mam brata Marka, starszego o 11 lat. Gdy Marek dowiedział się, że przyjdę na świat- nie był tym faktem absolutnie zachwycony. Mama próbowała go przekonać, że może jednak będzie miał jakiś pożytek z młodszej siostry i opowiadała Markowi, że gdy w przyszłości się ożeni i będzie miał dzieci, ja będę mogła pomagać mu opiekować się jego dziećmi, jako ich ciocia. I gdy Mama pokazała mnie pierwszy raz bratu, on zajrzał do łóżeczka i ze zdumieniem w oczach spytał: „To jest ciocia Ania?”
Wszystko co przepowiedziała nasza Mama – sprawdziło się: Marek ma dwóch fantastycznych synów, którymi faktycznie mogłam czasem się zajmować. I gdy teraz patrzę na moich podrośniętych bratanków, myślę o czasie, gdy nosiłam ich na barana, a prowadząc wózek udawałam, że są moimi dziećmi (co budziło powszechne zainteresowanie, bo miałam wtedy kilkanaście lat! ) 🙂
I mimo tego, że w dzieciństwie nie mieliśmy zbyt dużo wspólnych zainteresowań z moim bratem, to im starsi się oboje stajemy, tym więcej nas łączy i zbliżamy się do siebie. Wierzę, że najlepsze chwile, dla nas, jako dla rodzeństwa, są jeszcze przed nami.

Mam 2 młodsze siostry, o 4 i 6 lat. Nasze dzieciństwo było szalone, pełne miłości, kłótni i zapewnień, że do końca życia sobie czegoś nie zapomnimy (popsucia kasety do bajki „anastazja”, zgubienia ulubionego kucyka pony, czy zniszczenia plakatu mojego kochanego paddy’ego kelly 🙂 ). Najlepsze jednak historie rodziły się 400km od domu, na wsi u dziadków. Wykorzystując łatwowierność mych sióstr, mogłam im wmówić wszystko-np gdy zakopią babcine pączki pod płaczącą wierzbą, to za rok wyrośnie tam drzewo pączkowe, lub gdy pomalują naszego kota przybłędę żółtą farbą dziadka, to zamieni się on w skowronka (ależ mi się wtedy od babci dostało hehe). Oh, tych historii jest całe mnóstwo…. 🙂

Mój brat pojawił się, gdy miałam 6 lat i od razu podbił serca rodziców. Nie trudno się domyślić, że byłam o niego zazdrosna, tym bardziej że musiałam się nim wciąż opiekować, a przez to rezygnować z zabawy z rówieśnikami. Przea całe dzieciństwo darliśmy ze sobą koty. Sytuacja zmieniła się, kiedy ja byłam na studiach, a młody kończył podstawówkę. Rodzice upierali się, żeby wybrał zawodówkę, bo niby szybko zdobędzie zawód i pracę. We mnie jakby piorun strzelił. „Chcecie mu życie złamać!”- krzyczałam i tłumaczyłam, że liceum lub technikum to jedyna słuszna droga dla chłopaka. „Przecież jest zdolny!”- argumentowałam, pierwszy raz w życiu chwaląc go i doceniając. Wzięłam formalności na siebie, pomogłam w pisaniu podania, potem w przygotowaniach do egzaminów. Kiedy już był dumnym uczniem szkoły średniej, zdarzało mi się chodzić na wywiadówki… Teraz się przyjaźnimy 🙂

Z racji tego że jestem najmłodsza z rodzeństwa to zawsze ja w zabawie indian byłam przywiązana do drzewa, mnie siostra malowała bawiąc się w artystkę . W chowanego Ja zawsze szukałam jako pierwsza a w berka goniłam ;). Tęsknie za tymi czasami 🙂

Mam trójkę rodzeństwa i takich wspomnień jest sporo:). Jednak jednym z pierwszych, które mi się kojarzą z moimi siostrami jest wycieczka do kamiennych kręgów w Odrach. Podobno tamtejsze kamienie wysyłają magiczne fluidy ;). I może coś w tym było, bo (ekhem) za mocno wczułyśmy się z siostrami w atmosferę. Efektem tego jest najdziwniejsza sesja zdjęciowa w moim życiu wypełniona postaciami „modlącymi się” do kamieni, tańczących wśród drzew itd. Ubaw po pachy :D. Było to mocno pokręcone ale cóż- moje siostry i ja takie jesteśmy ;). Natomiast z moim bratem kojarzy mi się nocleg w parku, w śpiworach. Widok nietoperzy latających wokół latarni, emocje czy nas nie zgarnie policja- niezapomniane wspomnienia :).

Mój brat jest sporo ode mnie starszy. Całe moje dzieciństwo spędziliśmy razem w jednym pokoju – prawie dorosły facet, który uwielbiał głupie żarty i mały podlotek. Kłótnie to był nasz chleb powszedni. Pamiętam moje szczęście, gdy rodzice zgodzili się przedzielić nasz pokój na pół szafą. Zajęłam ciemny kąt, w którym zmieściło się tylko małe łóżko i biurko. Ale to był wreszcie mój prywatny kawałek świata! I pamiętam, że kiedy brat kiedyś znowu mnie zdenerwował, rzucałam w niego zużytymi bateriami z discmana, omal nie wybijając przy tym okna. A on łapał te baterie i śmiał się ze mnie, czym wywoływał u mnie jeszcze większą furię.

A potem brat wyjechał na emigrację. Miałam wreszcie pokój tylko dla siebie. Od razu go przemeblowałam po swojemu. Byłam szczęśliwa.

Zdążyłam trochę dorosnąć zanim brat wrócił. W międzyczasie widywaliśmy się rzadko, tylko w czasie świąt. Trochę się obawiałam, że choć oboje jesteśmy już dorośli, na dłuższą metę nie będziemy mogli się dogadać.

Moje najpiękniejsze wspomnienie związane z moim bratem to moment, kiedy okazało się, że potrafimy ze sobą rozmawiać na każdy temat, mamy podobne zainteresowania (mimo wszystko brat miał ogromny wpływ na mój gust, na to czego słuchałam i co czytałam), podobne poglądy na świat. Nigdy nie zapomnę, gdy przegadaliśmy całą noc w jego nowym mieszkaniu, graliśmy w gry komputerowe, piliśmy wino i po prostu dobrze czuliśmy się jako brat i siostra.

To wtedy zrozumiałam, że mam najlepszego brata na świecie i nie zamieniłabym go na nikogo innego. Wiem, że zawsze mogę na niego liczyć i że pomoże mi we wszystkim. I chociaż do dziś denerwuje mnie swoim głupim poczuciem humoru, to już potrafię mu się odgryźć ciętą ripostą. Bez rzucania bateriami 🙂

Boska JEST ojjj piękna zakochalismy się a wspomnienie hihii od razu zadzwieczalo w głowie i umiechuśmiech się pojawił na twarzy…. Czerwona strzała czyli Kolarzówka Grześka mojego starszego brata… trochę wariata na punkcie…. sportu rowery, piłka, hokej, kosz…. . Marzeniem mym była Ona wysniona ,wymarzona, smukła i szybka ❤ ognisto czerwona, lśniąca… wypieszczona. Grzesiek oczywiście na każde pytanie… bałaganie odpowiadał NIE NIE NIE. Ale Beti już w głowie plan miała na małą doskonałą przejażdżkę na Owej PANI ❤. Grzesio na mecz pojechał… a ja … po cichutku klucz do piwnicy wzięłam jak dokonałam TEGO do dziś nie wiem gdyż piwnica była dobre piętro w dół… a ja około 1.30 w kapeluszu wątłej postury NICZYM himen ❤ hiwomen? taszczyłam ja schodek po schodku i byłam w siódmym niebie i o krok od spełnienia na jawie MEGO snu. I uffff JEST ?udało mi się ?mam? JESTEM przed blokiem? a Ona obok ❤ lsniaca… NAWET chyba pachnąca ?. I Tak noga do góry i …. bęc … JESTEM ZA Mała ? JAK TO…. nieeeeeeeeeeeeeeeeeee nie wejdę na nią próbowałam jeszcze pod tą nieszczęsna rurką ale nie nie mogłam tak komicznie na NIEJ pokazać się ?. BETI myśl myśl
.. MAM mam … stanęłam na schodkach do klatki ( 3 stopnie ) JEJ smukła opona i błyszczące srebrem mieniące się szprychy już do MNIE szeptaly. Hałas Tak Tak udało się i Beti dosiadla Jej i już mknie ulicami z włosami rozwianymi i zębami wyszczezonymi ? słońce, które swymi promykami ? niczym zebra w paski ,poprzez gałęzie drzew biły mi BRAWO i glaskaly polika pulsujące z gorącą … uniesienie… zadowolenie … to uczucie EUFORII WPROST NICZYM Z BAJEK właśnie to wtedy czułam i pamiętam to do dziś, zdarzało mi się jeszcze doznać TEGO uniesienia i wszystkie pamiętam… NIE NIE to nie koniec bajki… Kumpela Moni dojrzała ( komórki wtedy były TYLKO w filmie albo za domem z węglem ) i woła Beti BETI łoooo po jejciu daj się karnąć…. troszkę pomyślałam… I z lekką obawą dałam i … ZARAZ tego pożałowałam bo Moni niczym dama i wystylizowana w swe dziny dzwony zdobyczne na czarnym rynku ? dosiadla Jej i …. wrrrrrrrrrrr nogawka wkrecona i po spodniach dzwonach i ona zrozpaczona i ja prawie włosy z głowy rwę… co ja zrobię co ja powiem i sen koszmarem kończy się. Tadam mam mam Moni wyskakuj z gatkow… ta patrzy i … widząc me pioruny w oczach… ściąga .. nieco się ociaga ale JEST ? udało się , przechodząc gościu gapi się ta nieco zawstydzona booooo i stringi były w modzie nie patrząc wygodzie Moni oczywiście je na swej pupinie miała i tak w NICH nogami przebierała i kuszą koszulkę ile się da naciagała. Kobieta idąca obok zdeka się zbulwersowała że ona prawie goła tam w biały dzień stała. NIE NIE to nie koniec bajki … kręcę pedałem w prawo w lewo , Moni piszczy Beti uważaj proszę bo mama mnie zabije… ja … coś tam pod nosem … walczę i …. bęc dostaje kuksańca w głowę i już WIEM co DALEJ stanie się… podnoszę ma bordowe lico i ze łzami w oczach patrzę w oczy memu wspaniałemu Bratu. Grzegorz z powagą i Głośno Gestykulujac, placem wskazujacym pokazując powiada … co to znaczy… co to JEST… kto pozwolił… kto mi dał … I CZY dostać BARDZO chcę …. Moni płacze ?NIE bij JEJ to moja wina… wygina się, depcze z nogi na nogę , ja NICZYM skazaniec oczkami spaniela czekam i … HAHAHAAAAAAAAAAAAA SŁYSZĘ
GRZEGORZ PRAWIE LEŻY I ŚMIEJE SIĘ POŁĄCZĄ ZE ŚMIECHU ?CAŁA JEGO DRUŻYNA SYTUACJE OBCINA I GWIZDOM I OKLASKOM KOŃCA NIE MA… DO DZIŚ WSPOMNINA TO CAŁA RODZINA HIHIII MONI TEŻ ✒????????

Alicja Mikołajczak

Kojarzy mi się moja walka ze starszym dwa lata bratem,kiedy licytowalismy się jaka będzie płeć naszego jak się okazało brata…jak łatwo się domyślić ja chciałam siostrę i…przegralam ?

Moje wspomnienie związane z rodzeństwem… Mam tylko jednego, ukochanego Braciszka. Dwa lata młodszy ode mnie, teraz to już dorosły mężczyzna, mąż i wspaniały tata. A wcześniej mój towarzysz zabaw i powiernik sekretów.
W dzieciństwie mieliśmy bardzo dużo książeczek, część była ułożona na podręcznych półkach do codziennego oglądania i czytania, a część tych cenniejszych, w idealnym stanie, była schowana w szafie rodziców. Te drugie zawsze były obiektem moich westchnień. Pod nieobecność rodziców dobieraliśmy się z Bratem do ich szafy i wyciągaliśmy te piękne książki. Ot taki zakazany owoc. Do dziś pamiętam przeglądanie tych książeczek z bijącym sercem, aby zdążyć z odłożeniem ich przed powrotem rodziców. Ale mój cwany Braciszek potrafił wykorzystać też tą sytuację na swoją korzyść. I kiedy na przykład nie chciałam się z nim bawić jego samochodzikami, to zaraz do mnie wołał: „bo powiem mamie o książkach”. To na mnie działało, zaraz biegłam się z nim bawić. Jakiś czas temu wspominaliśmy sobie tamte czasy i ogromnie nas śmieszyło jakiego haka miał wtedy na mnie.
To takie moje wspomnienie związane z rodzeństwem i zarazem z książkami, które uwielbiam.
Pozdrawiam wszystkich Zaczytanych 🙂

Pierwsza wspomnienie, które przychodzi mi na mysl, jeśli chodzi o moje najlepsze wspomnienie dotyczące rodzeństwa… to chwila, gdy mama przyjechała ze szpitala z małym zawiniatkiem… I pokazała mi i mojemu mlodszemu bratu, że to nasza siostrzyczka…. przyglądałam się jej z zachwytem, jej malym rączkom, paluszków, usteczkom, gdy nagle mama powiedziała: „Ale ona brzydka, taka gruba ta wasza siostra! Brzydki z niej dzidziuś!” Zdębiałam gdy usłyszałam te słowa od mojej mamy, brzmiały bardzo autentycznie i zrobiło mi się ogromnie żal tej mojej maleńkiej, bezbronnej i wedlug mnie pięknej, siostrzyczki. Z powagą w głosie powiedziałam: „To nic mamusiu, że ona jest brzydka, tym bardziej musimy ją kochać, i to bardzo mocno!!!” Miałam wtedy 7 lat. ☺ Całkiem niedawno wrócilam w rozmowie z mamą do tamtego wydarzenia i zapytałam jej czy ona tak naprawdę myślała o swoim dziecku… i w ogole jak mogla cos takiego powiedziec. Mama uśmiechnęła się i powiedziała, że bardzo się bała bym nie była zazdrosna o to ze pojawiła się siostrzyczka, chciala żebym dalej czuła się ważna i doceniona przez nia, stąd jej słowa o „brzydkiej siostrzyczce”… choc nigdy tak nie myslala ani przez sekunde. ?Ale była dumna ze mnie że tak zareagowalam. A ja do dziś dnia przeżyłam wiele wspaniałych chwil z moim bratem i moją siostrą którą od razu wszyscy pokochalismy. ☺

Miliardy wspomnień całe dzieciństwo wspomnień, dojrzewanie pełne wspomnień. Siostra starsza dokładnie o rok, obie urodziłyśmy się 7 grudnia 🙂 druga młodsza o 7 lat. Coś jest z tą siódemką 🙂 zawsze razem szłyśmy przez życie a teraz obie są daleko…gdy myślę o tym jednym wspomnieniu to przypominam sobie jak w letnie noce wychodziłyśmy cichaczem przez okno z domu biegłyśmy na łąkę i leżały w trawie gapiąc się w gwiazdy i czekając na jedną spadającą wymyślałyśmy życzenia…gdybym tylko mogła cofnąć czas i wypowiedzieć to najważniejsze-aby siostry były zawsze blisko mnie, by nie dzieliły nas tysiące kilometrów, żebyśmy mogły być na wyciągnięcie ręki…pozostają te tysiące wspomnień…

Jedno z najpiękniejszych wspomnień mojego dzieciństwa związane jest z książkami. Obie z siostra miałyśmy bujną wyobraznie I pewnego dnia wymyśliłyśmy sobie przyjaciela. Bebełe- bo tak go nazwałyśmy, był wielkości okruszka I bardzo trudno bylo go zobaczyć, ponieważ chował się przed ludzmi. Budawałyśmy mu domki z klocków, szykowałyśmy mikroskopijne posiłki z owoców I przygotowywałyśmy kąpiele w nakrętkach od butelek. Najbardziej jednak lubiłyśmy opowiadać sobie nawzajem przygody Bebełe. Oglądałyśmy obrazki w książkach I nie zwracając uwagi na treść wymyślałyśmy historię naszego przyjaciela, zapewniając się nawzajem że obrazki te to nic innego jak zdjęcia, które dokumentują życie naszego okruszka. Według wspomnień mamy, nasza fascynacja Bebełe trwała całą zimę (wiadomo- dzieci nudzą się w domu) I czasem przysparzała jej problemów- w trosce o bezpieczeństwo naszego przyjaciela buntowałyśmy się kiedy chciała odkurzać. Kilka miesięcy temu kiedy obserwowałyśmy jak nasze dzieci bawią się razem, moja siostra zapytała ze śmiechem „a pamiętasz Bebełe”?

Ach, z czego by tu wybierać? Mam mnóstwo wspaniałych wspomnień związanych z dzieciństwem i z moją młodszą siostrą. Ale najlepsze było opowiadanie sobie wieczorem bajek. Kiedy już leżałyśmy w ciemnym pokoju i próbowałyśmy zasnąć, rozpoczynałam wymyślanie najbardziej niestworzonych historii praktycznie o wszystkim. Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie fakt, że zdarzało mi się zasnąć po zakończeniu historii, a po chwili przebudzałam się i opowiadałam zakończenie od nowa. Siostra, która nie spała miała ze mnie niezły ubaw. To były czasy 🙂

A ja najmilej wspominam sobotnie biwakowanie z siostrą i bratem w .. naszym pokoju;) robiliśmy paluszki rybne z rozgniecionych slonych paluszkow z wodą, tytoń z rozpuszczalnych cukierkow toito i szaszłyki z kawałków sera i ogórka. Po takiej uczcie robilismy wielki grajdolek na środku pokoju z kocy, pierzyn, poduszek i spalismy w nim do rana. Może czas powtórzyć taki biwak z nimi i naszymi dzieciakami;)

A ja mam brata o 2 lata młodszego. Bardzo długo mieliśmy wspólny pokój, ale bardzo marzyliśmy o swoich własnych. Ale w tamtych czasach, na piętrowym łóżku przegadaliśmy nie jedną noc. I przykro stwierdzić, ale gdy wreszcie dostaliśmy swoje pokoje, nasze relacje bardzo się zmieniły i zaczęła się rywalizacja… Aż mi się teraz zrobiło smutno. Właśnie córce „wprowadziliśmy” do pokoju dzidziusia – co bardzo mnie martwiło, że żadna z córek nie będzie miała swojego własnego konta w domu i prywatności… A teraz, dzięki temu konkursowi, myślę, że może to właśnie zbuduje ich relacje – a będą trudne, bo między nimi wiele lat różnicy…. Pozdrawiam

Jako 10 latka zostałam przez 2 tygodnie wakacji pod opieką mojej 20-letniej siostry. Któregoś dnia mówię jej: nie mogę gwizdać, ona na to: to nie gwiżdż. PO jakimś czasie mówię: oko mi się nie chce zamknąć, no i tu już nie zbagatelizowała. Moja lewa strona twarzy była nieruchoma, martwa, maska…Wsadziła mnie w malucha i powiozła do jedynej bodajże wtedy prywatnej lecznicy w naszym wojewódzkim mieście -lata osiemdziesiąte..3 piętro w kamienicy,wiekowy lekarz. Diagnoza: porażenie nerwu twarzowego,niestety nieuleczalne. Schodziłyśmy po schodach obie zaryczane. Na dole złapała mnie i przytuliła, powiedziała,że przecież mógł się pomylić, że wszystko będzie dobrze, że tego tak nie zostawi, jeszcze dziś mi znajdzie lekarza który mnie wyleczy. Tak się stało. A później przez ponad miesiąc kłuła mi tyłek i znosiła moje wrzaski przy bolesnych zastrzykach.

może nie najszczęśliwsze ale jakoś do dziś wspominamy. Byłyśmy same w domu. Ja lat 9, siostra 12. Sprzątamy. Ja miałam posprzątać swoje LEGO co w moim przypadku sprowadzało się do ułożenia podstawowego układu, żeby sprawdzić czy mam wszystkie klocki. Siedzę i układam. Siostra wpada do pokoju „znowu się bawisz” i z rozpędu przez pokój rzuciła we mnie kapciem z twardą podeszwą. Trafiła mnie prosto w oko. Resztę czasu do powrotu rodziców prosiła mnie bym im nic nie mówiła. Ja się zgodziłam. A jak tylko mama weszła do domu siostra wypaliła: „Mamo, ja w Gosię papciem rzuciłam” … ona to umiała tajemnice trzymać 😀

Jestem jedynaczka, ale najwiecej wspomnien z dziecinstwa wiąże się z moim 6 lat starszym bratem ciotecznym ( miałam ich pięciu). Ale jeden z nich nauczył mnie grac w piłkę nożna, jezdzic na łyzwach – na stawie Zdechłego Psa ( staw dostał taką nazwę bo kiedyś leżały tam zwłoki psa), gdy byłam w 8 klasie to nauczył mnie całek i powiedział ze mam je zastosowac na matematyce, jak bedziemy liczyc pole trojkata. Bawilismy sie razem zołnierzykami w bitwe, gdy jakis żołnierz uderzył drugiego, to ten poszkodowany mówił : „pam, aj dzidzia, dzidzia, bum!” Gdy szliśmy spac to gralismy w „co wolisz” i to była seria trudnych zadań do wykonania, np przyniesc latarke z ciemnego przedpokoju, albo isc do cioci i powiedziec, że boli cię brzuch… Mój brat cioteczny szkolił mnie z geografii, np kraje ameryki pn i pd oraz nazwy plemion indiańskich: Inkowie, Majowie i Aztekowie. Zawsze chodził w koszulach w krate, a jak z nich wyrósł to z dumą nosiłam je ja. Był moim bohaterem!

O tak wspomnienie wspolnych siostrzanych wypraw w góry. Beskid sadecki stał przed nami otworem. Dluga droga pociagiem z nudów wyjelam siostrze sznurowki z butow trekingowych i cwiczylam na nich węzły żeglarski, babski itd. Szkoda ze zapomnialam włożyć sznurówki tam gdzie ich miejsce ? ale bylo smiechu gdy przy wysiadaniu siostra prawie pogubila buty ? sami rozumiecie 4:50 stacja Piwniczna czlowiek zaspany ukolysany miarowym stukaniem kół troche zimno mgla wisi nad Popradem widok jak z bajki kto by myslal o sznurówkach.

Mam trójkę młodszego rodzeństwa. Na moich barkach spoczywała opieka nad nimi gdy rodzice pracowali na 2 zmiany. Opieka nad młodszym rodzeństwem mając sama 10 lat (i więcej w kolejnych latach) nie należała do najłatwiejszej bo przecież sama jeszcze byłam dzieckiem. Po 29 latach jedna z moich sióstr zadzwoniła do mnie z życzeniami na Dzień Matki i dziękując mi za trud jaki włożyłam w jej „wychowanie”, że wie ile mnie to kosztowało wysiłku, trudu i poświęcenia, że to kim jest teraz zawdzięcza po części także i mi. Powiedziała mi, że zachowywałam się jak jej druga mama do której można przyjść i porozmawiać, wypłakać się, dzielić radościami i smutkiem, sukcesami, pobawić się, itp. itd. (bo rodziców więcej w domu nie było niż byli). To co mi mówiła tamtego dnia było dla mnie tak zaskakujące i wzruszające, że nigdy bym nie pomyślała, że moja młodsza siostra a później i reszta rodzeństwa doceni Mnie i to co dla nich robiłam. Nigdy tego nie zapomnę 🙂

Jesienna niedziela. Deszcz i słota. Wokół naszego bloku ciągły plac budowy kolejnych klocków. Ja, wówczas może pięcioletnia wraz z moją, młodszą o półtora roku, siostrą czekamy przed klatką na rodziców. Czekamy, żeby pójść na spacer. I to czekanie mi się dłuży. Biorę moją siostrę za rączkę ze słowami: „Chodź odwalimy ten spacer i wrócimy bawić się do domu”. Kiedy rodzice nas znaleźli moja malutka siostra dosłownie po pachy była utaplana w błocie (zaliczyła kilka upadków), ja wyglądałam nie lepiej. Ale do tej pory pamiętam satysfakcję z dobrze wykonanej „roboty”.

Nie mam rodzeństwa, zawsze byłam sama sobie.
Ale do dziś ciepło mi na sercu, jak już po moim ślubie siostra męża powiedziała do mnie „siostro’. Mimo iż teraz mówi o mnie „bratowa”, to „siostro” stało się dla mnie ważne. Magiczne. Wyjątkowe.

Przepiękna książka <3 A wspomnienie…no cóż, jest tego dużo 🙂 Np jak z siostrą zjadłyśmy papryczki chilli (zostaliśmy pod taty opieką i zanim się biedny domyślił czemu krzyczymy/płaczemy trochę podobno minęło 🙂 ) Byłam na tyle mała, że tego nie pamiętam i pewnie nie było mi do śmiechu wtedy, ale często temat wraca jak już mamy swoje dzieci 😉 A wspomnienie które pamiętam wiąże się z błotem, naszą trójką (młodszy brat, starsza siostra) i początkowo wielką kłótnią. A później już tylko śmiechem i większą ilością błota na ciele, ubraniu i we włosach 🙂 Nawet mama się nie mogła powstrzymać od śmiechu jak nas zobaczyła, choć doprowadzenie nas do porządku trochę trwało 😀

Moje najlepsze wspomnienie związane jest z rodzeństwem, którego jestem współautorką – drugie wypowiedziane przez ANTONINĘ świadomie słowo w życiu to „UA” do 14 lat starszej siostry o imieniu ZUZA

Najlepsze wspomnienia mam z okresu letnich wakacji spędzanych wraz z bratem na wsi. Czas długich ciepłych wieczorów, kąpieli w jeziorze albo w beczkach, sianokosów i całych dni, w których od świtu do nocy przebywaliśmy na powietrzu. Każdy miał jakieś zadanie i każdy pomagał stosownie do wieku. Najlepiej smakowały najprostsze rzeczy. Jabłko zerwane prosto z sadu, jeszcze ciepłe mleko od krowy, gorące ciasto drożdżowe stygnące na schodach. Ciężko było nas upilnować, pomysłów mieliśmy milion, zazwyczaj głupich, a rok różnicy sprawiał, że byliśmy w stanie się pozabijać o drobnostkę ale i stać za sobą murem.

Kiedy bohatersko wspięłam się na stary segment w poszukiwaniu resoraków do zabawy, poślizgnęłam się, rozpoczynając swobodny, chaotyczny upadek w dół na panele. Jednak mój czujny, starszy brat w odruchu ochrony i konieczności ratowania swojej młodszej siostrzyczki rzucił w moją stronę co… Na Boga oczywiście góralską ciupagę! I tak w zwolnionym tempie wspominam dziś moje spadając ciało i lecącą w moją stronę ciupagę! W ten oto sposób złamałam rękę, a mój brat na otarcie łez puszczał mi bajki w TV przez cały kolejny tydzień. Dziś – w dorosłym życiu – mój brat nie został ratownikiem ?

Trudno wybrać jedno wspomnienie pośród tysięcy przygód… Pewnego wakacyjnego dnia podczas zabawy „w chowanego” zapędziwszy się głębiej w las znalazłyśmy z siostrą wierzbę. Widać było, że to stare drzewo. Dzięki temu, że pień był dosyć niski i wyboczony łatwo na niego weszłyśmy a rozłożysta korona sprawiała, że przyjemnie było się tam umościć. Było to dla nas ogromne przeżycie- prawdziwy domek na drzewie! Oczywiście ‚umeblowałyśmy’ go i ozdobiłyśmy. Chwile tam spędzone zostaną na zawsze w pamięci.

Mam dość wyraźne wspomnienie o moim młodszym bracie. Był ciepły maj. Moja mama z wielgachnym brzuchem pomyka gdzieś po mieszkaniu. Ja w zabawkach zajęta swoimi sprawami. Nagle mama woła mnie z prośbą, bym podała jej jakieś przedmioty. Zdziwiło mnie, że mama położyła się w środku dnia… po chwili mama kazała mi wyjść do kuchni i wypatrywać z okna tatę, może już wraca z pracy… po jakimś czasie znudzona wracam do niej a w jej ramionach leży dzidziuś! Moja mama była bardzo dzielna i urodziła w domu SAMA swoje trzecie dziecko. A ja jako przedszkolak byłam przy tym, no, prawie przy tym byłam 😉 i gdy tato wrócił z pracy, przywitałam go głośnym okrzykiem MAMY DZUDZIUSIA. I to jest jedno z moich pierwszych wspomnień. I jedno z najpiękniejszych 🙂

Najpiękniejszym wspomnieniem związanym z rodzeństwem jest moment, w którym wysiadłam z autokaru i biegłam,czym prędzej, żeby zobaczyć mojego brata. Tatę zostawiłam gdzieś daleko, biegłam ledwo łapiąc dech w piersiach. Minęłam aleję dębów i wpadłam jak szalona do mieszkania. Mama karmiła mojego osiem lat młodszego braciszka,który usłyszawszy trzask drzwi, na chwilę oderwal się od piersi Mamy i spojrzał na mnie swoimi małymi oczkami… Wtedy skradł moje serce 🙂 Taki mały, żółciutki (nazywałam go Chińczykiem,a on-biedaczek-miał po prostu zółtaczkę). Od tamtego czasu uważałam, że najpiękniejszym dniem w moim życiu był właśnie tamten moment: )

Było nas troje. Ja, lat 10, Adaś, lat 8, Piotrek, lat 3. Razem z Adasiem szalelismy. Byłam typem chlopaczary. Pewnego dnia rodzice zostawili nas samych w domu, wyskoczyli dosłowne na chwilę, mieliśmy opiekować się Piotrkiem. Coś nas natchnęłona zabawę w indian. Skakalismy po całym domu, po łóżkach i meblach. I nagle -traaaach. Witryna z kryształami mamy runeła! Wszystko się potluklo. My cali na ciele, ale przerazeni – najbardziej przed reakcją mamy zaczęliśmy zbierać szkło i wsuwac je… pod meble. Mama nie zauwazyla przez tydzień zmian w witrynie. Pozniej odnalazla szklo. Powiedzielismy, ze to Piotruś, taki malutki, niezdarny. Jemu wszystko wybaczano, nie karano, uwielbiano. I tak pozostalo. Prawda wyszla na jaw, gdy skończyłam 30 lat podczas rocznicy ślubu rodziców 🙂 mama do dziś to przeżywa, ze sie nie domyślila. Kocham moje rodzenstwo za lojalność, za jeden za wszystkich i wszyscy za jednego, za nasze niedoskonałości i wyjątkowości. 🙂

Zostaw komentarz