„Mania czy Ania” Erich Kästner – książka i audiobook

mania1

„Mania czy Ania” to powieść Ericha Kästnera, niemieckiego pisarza, którego książki są przyjmowane z wielkim entuzjazmem już przez kilka pokoleń młodych czytelników. Ten tytuł, klasyka światowej literatury dziecięcej, znajduje się w kanonie lektur szkolnych w Polsce.

Na letnich koloniach, zupełnie przypadkowo, spotykają się dwie dziewczynki – Mania, która mieszka z mamą w Monachium oraz Ania z Wiednia, gdzie dorasta tylko z tatą. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że dziewczynki wyglądają identycznie. Różnią się jedynie fryzurami – jedna zawsze z roztrzepaną burzą włosów na głowie, druga elegancko zaplecionymi warkoczykami.

Na początku dziewczynki są tak zdezorientowane i zaskoczone sytuacją, że reagują wzajemną niechęcią. Szybko jednak zbliżają się do siebie i odkrywają, że są bliźniaczkami rozdzielonymi we wczesnym dzieciństwie. Siostry postanawiają działać, biorą sprawy rodziny w swoje ręce, a co z tego wyniknie musicie przeczytać sami.

Bardzo wciągająca historia! Pomimo upływu wielu lat od jej premiery, bo pierwszy raz ukazała się w Niemczech po wojnie w 1949 roku, jest wciąż aktualna i ciekawa. Mogą o tym świadczyć liczne adaptacje. Utwór był kilkakrotnie ekranizowany, wystawiany w teatrze, tłumaczony na różne języki. Wcale nie stracił świeżości, dotyczy bowiem problemu rozwodu rodziców, tak aktualnego w dzisiejszych czasach.

W 2015 roku na polskim rynku ukazał się audiobook, mistrzowsko przeczytany przez Edytę Jungowską i Piotra Fronczewskiego, a w październiku 2016, nakładem tego samego wydawnictwa, książka papierowa, dostępna również w komplecie z audiobookiem.

Tradycyjna książka papierowa to udany debiut wydawnictwa Jung-Off-Ska. Jej ogromnym atutem są świetne ilustracje autorstwa Joanny Rusinek. Pełno w nich ciepła i słońca. Fioletowa okładka sprawia, że wydaje się bardziej dziewczęca, ale to tylko wrażenie, treść poruszy też chłopaków.

Ciężko zdecydować, która lepsza, więc polecam obie wersje 😀

mania4

14923950_10154234358003305_1290028614_o

14963479_10154234359653305_1517468017_o

14975734_10154234356748305_1240030115_o

Ilustratorka, Joanna Rusinek, serdecznie Was pozdrawia 🙂

14875954_1169219589839793_96189085_o

tytuł: „Mania czy Ania”

autor: Erich Kästner

ilustracje: Joanna Rusinek

Jung-Off-Ska 2016

dla dzieci 8+

audiobook czyta: Edyta Jungowska i Piotr Fronczewski


KONKURS

Zapraszamy Was do zabawy z „Manią czy Anią” od wydawnictwa Jung-Off-Ska!

Nagrodami tu będzie jeden egzemplarz książki i jeden egzemplarz audiobooka. Wybierzemy więc, aż dwie odpowiedzi.

Prosimy, by w komentarzu pod tym wpisem umieścić odpowiedź na pytanie: jaki psikus byście zrobili gdybyście mieli do dyspozycji swojego sobowtóra?

Wybierzemy dwie odpowiedzi, które spodobają nam się najbardziej 🙂

Dobrej zabawy, macie czas do najbliższego wtorku,  8 listopada, do godziny 24.00!

 

Rozwiązanie konkursu 🙂

nag2

Czas na rozwiązanie naszej zabawy z bliźniaczkami Manią i Anią.

Audiobook trafia do Mimi, która wymyśliła następujący psikus:

„Wkręciłabym mojego mężczyzny. Wysłałabym do niego mojego sobowtóra (oczywiście wcześniej ustaliłybyśmy, co można, a czego nie, żeby sprawy nie poszły za daleko ? ), a po pół godzinie sama zapukałabym do drzwi jego mieszkania. Myślę, że jego mina byłaby bezcenna, ale to nie koniec. Po wejściu do pokoju, w którym znajdowała by się druga ja, zaczęłabym zadawać pytania typu „kim ona jest?” i „co tu robi?”. Obie twierdziłybyśmy, że jesteśmy mną.
Przepraszam, Tomek!”

Papierowa wersja książki leci do Loin, która napisała:

„Razem z synkiem zrobiłabym pokaz magii dla dzieciaków w przedszkolu. Najpierw kilka fajnych i prostych eksperymentów – syn oczywiście jako Wielki Mag, z mamą – asystentką. Potem czary mary i… dwie mamy mamy! Chciałabym zobaczyć miny dzieci. A jakby się nam udało, to zawsze można pomyśleć o trasie, trochę smiechu jeszcze nikomu nie zaszkodziło ?”

 

GRATULUJEMY i prosimy o przesłanie adresów do wysyłki pod adres mioda@strefapsotnika.pl

 

Dziękujemy wszystkim za udział w zabawie i zapraszamy na kolejne. Dziś w grze „Legendy warszawskie. Antologia” od Muzeum Warszawy!

 

Reklama

Powiązane tematy

Komentarze (24)

Wkręciłabym mojego mężczyzny. Wysłałabym do niego mojego sobowtóra (oczywiście wcześniej ustaliłybyśmy, co można, a czego nie, żeby sprawy nie poszły za daleko 😀 ), a po pół godzinie sama zapukałabym do drzwi jego mieszkania. Myślę, że jego mina byłaby bezcenna, ale to nie koniec. Po wejściu do pokoju, w którym znajdowała by się druga ja, zaczęłabym zadawać pytania typu „kim ona jest?” i „co tu robi?”. Obie twierdziłybyśmy, że jesteśmy mną.
Przepraszam, Tomek! 😀

dobre 😀 wyobraziłam sobie minę mojego męża 😀

Razem z synkiem zrobiłabym pokaz magii dla dzieciaków w przedszkolu. Najpierw kilka fajnych i prostych eksperymentów – syn oczywiście jako Wielki Mag, z mamą – asystentką. Potem czary mary i… dwie mamy mamy! Chciałabym zobaczyć miny dzieci. A jakby się nam udało, to zawsze można pomyśleć o trasie, trochę smiechu jeszcze nikomu nie zaszkodziło 😉

A tak poza konkursem – odkryłam tę książkę w rzeczach do spalenia po starej bibliotece. Odchuchałam, przeczytałam i… jestem jej wierną fanką, tym bardziej, że Monachium kojarzy mi się ze wspaniałymi przygodami dzieciństwa. Książka ta jest w mojej świetlicy i sukcesywnie zarażam nią dzieci. Dobrze, że jest jej nowe wydanie – niezależnie od wyników i tak ją sobie kupię!

takie odkrycia są najlepsze!!! Rzeczy do spalenia po starej bibliotece 🙁

Chciałam wymyślić jakiś śmieszny psikus, taki że boki można zrywać. Niestety aktualnie jedyne, co przychodzi mi do głowy to pomysł, że ten sobowtór jest mi bezwzględnie posłuszny i tyra w moim domu cały dzień, podczas gdy ja robię się na bóstwo, co w praktyce może oznaczać właściwie konkretne wyspanie się lub jedną dłuższą SAMOTNĄ wizytę w łazience bez krzyku: – Mama? – niosącego się przez kratkę w drzwiach… Kurde. Mało śmieszne. To może mogłybyśmy (z sobowtórką) być równocześnie w dwóch miejscach? Eeee, to właściwie już prawie umiem. Albo byśmy wykonały wspólnie milion zadań? Tak bardzo szybko? Pff. To też umiem. To może uzgodnijmy, że ja jestem tą rozczochraną, a ona pojawiłaby się taka uczesana. Tak, to mogłoby zrobić wrażenie na mojej rodzinie. Taki to psikus 😉

taka druga do pracy to też kuszący pomysł 😀

Haha! Ale ekstra bliźniaczki! Super byłoby mieć siostrę bliźniaczkę, takie siostry xero 😀

dziewczyny boskie! to prawda!

no cóż, często powtarzam, że niestety się nie rozdwoję… a właśnie, że rozdwoiłabym się! zagnałabym moją sobowtórkę do roboty w ogrodzie, a sama, ze spokojnym sumieniem, czytałabym książki moim córkom 🙂

Na ulicach niektórych miast można spotkać mima. Spotkanie z takim sobowtorem gwarantuje podwójne uderzenie 😀

A ja bym się teleportowała. Zawiozłabym teściów na lotnisko i uściskała na pożegnanie. A po wylądowaniu w domu kogo by zobaczyli? No kogo? Ciekawe czy by się ucieszyli…

Gdybym miała siostrę bliźniaczkę – „oddałabym” jej połowę mandatów z fotoradarów. Ilość punktów podzieliłaby się na pół 🙂

Mam tyle pracy, że ciągle brakuje mi dodatkowych rąk. Moja siostra bliźniaczka mogłaby pójść ze mną do pracy. Za podwojoną wydajność dostałybyśmy premię, którą przeznaczyłybyśmy oczywiście na waciki.

Mawiają, że nieszczęścia chodzą parami.
Gdybym miała swojego sobowtóra..
..przywiązałabym go do siebie magicznym sznurkiem i razem odwrócilibyśmy to pechowe przeświadczenie. Przechadzalibyśmy się aleją złotych liści, zjeżdzali na sankach, opalali na molo w sierpniowym słońcu i przez lornetkę obserwowali jaskółkę, która w pojedynkę.. też wiosny nie czyni 😉 Uśmiech nie schodziłby nam z twarzy. Nieślibyśmy raźne, zdublowane szczęście!

A ja swojego sobowtóra wysyłałabym na wizytę do dentysty, ginekologa i na porodówkę 🙂

A ja bym, zrobiła odwrotnie…po wspólnym ustaleniu ze swoja bliźniaczką wkręciłybyśmy rodzinę i znajomych tak, aby wywnioskowali, że się zamieniłyśmy…a tak naprawdę wcale by do tej zamiany nie doszło!
To stwierdzenie i odkrycie otoczenia, że się zamieniłyśmy wynikło by z naszego celowego zachowania i okazałoby się po jakimś czasie…a to, że do tej zamiany wcale nie doszło wyszłoby jeszcze troszkę później…może, jak już obie nie mogłybyśmy wytrzymać ze śmiechu 😉 Ot- tak na przekór wszelkim bliźniaczym zamianom 🙂

Jaki psikus bym zrobiła?…Ano taki, że zostawiłabym swojego sobowtóra na pół dnia z ciągle coś chcącymi ode mnie lub kłócącymi się między sobą szkrabami, a sama zamknęłabym się z filiżanką dobrej kawy i ciekawą książką w jakimś odludnym miejscu 😉

Ale cudne dziewczynki!
Uwielbiamy audiobooki Jungowskiej i Fronczewskiego. Hitem zdecydowanie były u nas Dzieci z Bullerbyn, które już mi się obsłuchały i fajnie byłoby posłuchać czegoś nowego.
Kiedy chłopcy byli młodsi i wracaliśmy z przedszkola, a po drodze kłócili się w samochodzie lub źle się zachowywali to na żartowałam sobie z wielką powagą, że chyba w tym przedszkolu mi dzieci podmienili. Że chowają tam pewnie jakieś inne Dominisie i Nikusie i sobie zostawili moje grzeczne i kochane, a mnie dali do domu małe rozdzirki. Raz to nawet to samochodu chciałam ość z nimi, żeby jechać wymienić dzieci i złożyć reklamacje, że panie przedszkolanki mi jakiś sobowtórów dała do domu, a oni czasem się na to nabierali. Jakby się zdziwili, gdyby mamusia się zamieniła z takim swoim sobowtórem 🙂 Chętnie bym im zrobiła takiego czarodziejskiego psikusa 😉
Pozdrawiam serdecznie!
Iza

Tak. Niestety, nie uratowałam wszystkiego… Ale trochę książek dalej służy dzieciom.
A pod koniec listopada planuję zajęcia literackie z bilźniakami w tle 🙂

Mieć sobowtóra fajna sprawa zwłaszcza w szkole czy na studiach podczas egzaminów 🙂 każda uczy się na inny przedmiot i zdaje egzaminy na 5 🙂 A na koniec studiów, po rozdaniu dyplomow pojsc razem z sobowtorem i podziekowac profesorom za wspolne lata nauki 😀

Co ja bym zrobiła z sobowtórem? Poszłabym na szaber na najpyszniejsze jabłka w ogrodzie sąsiadów mojej babci. Sobowtóra wysłała bym na zmyłkę do owych sąsiadów pod byle pretekstem. Niech zapyta o stadko gęsi, które (z dzieciństwa pamiętam) chciałam farbami plakatowymi przemalowac. Albo o ich konia Mariana, którego do ganku zapraszałam marchewką. Narwałabym cały plecak jabłek a potem „uciekałabym” przed Gniewkiem, psem który kiedyś dzielnie bronił posiadłości a dziś leży staruszek obojętny na moje zmagania. Pomachalabym sąsiadce, którą do okna zwabi pojedyncze i od niechcenia wyszczekane HAU. Widząc jej zaskoczenie, że jak to, przecież stoję z nimi na ganku, pewnie bym się ze śmiechu przewróciła. Ale co tam, raz się żyje a ich jabłka są warte każdego psikusa ☺

Hurra! Będziemy czytać i czytać! Dziękuję!!

to jeszcze prześlijcie adres 😀 proszę

Zostaw komentarz