Rozmowa z Anną Czernow, prezeską Polskiej Sekcji IBBY

mw0_2907-2

Psotnik: Za kilka dni poznamy wyniki konkursu Książka Roku 2016 Polskiej Sekcji IBBY. Ale zanim porozmawiamy o samym konkursie, wyjaśnijmy… No właśnie, co to jest IBBY?

Anna Czernow: IBBY to skrót od International Board on Books for Young People. IBBY to międzynarodowa organizacja, która powstała tuż po wojnie z inicjatywy Jelli Lepman. To była cudowna osoba, Niemka o żydowskim pochodzeniu, pedagożka… Gdy skończyła się wojna, Jella Lepman zdała sobie sprawę, że dzieci w Niemczech przeżyły potworną traumę nie tylko z powodu działań wojennych, ale również z powodu tego, co Niemcy jako naród zrobili innym ludziom. To wtedy stwierdziła, że ratunkiem dla dzieci, które urodziły się w czasie wojny i zaraz po niej, będzie dobra książka. Była przekonana, że pomoże ona dotrzeć do dzieci, uratować dziecięce umysły i osobowości. Powołała komitet założycielski, do którego zaprosiła m.in. Astrid Lindgren i Ericha Kästnera. Tak powstało IBBY. To nie koniec. Kilka lat później założyła Internationale Jugendbibliothek w Monachium. Bibliotekę dla dzieci i młodzieży, która do dzisiaj gromadzi książki dla młodych, ale jest także ośrodkiem badawczym, miejscem spotkań… Obecnie centrala IBBY znajduje się w Bazylei w Szwajcarii, a sama organizacja zrzesza 77 sekcji narodowych, które w swoich krajach realizują misję organizacji.

Psotnik: Misją IBBY jest promocja książki dla dzieci i młodzieży?

Anna Czernow: To prawda, IBBY wyrasta z myśli o książce dziecięcej jako o obiekcie, który trzeba promować, wzmacniać różnymi działaniami. Po to, by ta książka istniała i rozwijała się, by miała swoje miejsce w kulturze. A dlaczego? Ano dlatego, że poprzez tę książkę działamy na przyszłych dorosłych. Dzięki książkom dzieci i młodzież dowiadują się, jak działa świat, jeśli przeżywają osobiste tragedie, to znajdują ukojenie. Dla IBBY ważne jest i to, by dostęp do książek mieli młodzi z krajów rozwijających. Dzieci, które głodują, które muszą uciekać, czyli o których zwykle myślimy, że potrzebują przede wszystkim wody, jedzenia, ubrań i szczepień. Zgoda, ale tym dzieciakom należy dostarczać również ratunek emocjonalny, właśnie w postaci książek.

Wracając do promocji… Centrala IBBY organizuje konkursy, m.in. imienia Hansa Christiana Andersena, który nazywany jest małym Noblem. Zwycięzcy, czyli ilustrator i autor, ogłaszani są co dwa lata i trafiają do ścisłej czołówki, do panteonu najlepszych. Możemy być dumni, gdyż wśród nich jest nasz ilustrator Zbigniew Rychlicki! Nominacje do tej prestiżowej nagrody mogą zgłosić sekcje narodowe IBBY, żadna inna organizacja. Jury tworzy tzw. shortlisty, czyli odpowiednik naszych nominacji. Ta lista to crème de la crème, warto się nią inspirować. Oprócz tego jest lista honorowa IBBY, na którą sekcje narodowe mogą zgłaszać książki w trzech kategoriach: pisarz, ilustrator, tłumacz. Lista uzupełniana jest co dwa lata od… lat 60.! To piękne archiwum historii literatury poszczególnych państw. To nie wszystko. Jest też ważny konkurs Asahi Award, w którym przyznaje się nagrody za upowszechnianie czytelnictwa. Jak się śledzi, kto dostaje nagrodę w tej kategorii, można zorientować się, na czym polega misja IBBY. Raz nagrodę otrzyma instytucja w USA, która promuje czytelnictwo, a innym razem afrykańska organizacja wspierająca dzieci z najbiedniejszych państw. Te wybory wskazują, gdzie są problemy na świecie i jakie. Piękny konkurs, do którego zresztą nasza sekcja również może zgłaszać kandydatów. Odpowiednikiem Asahi Award na naszym gruncie jest osobna kategoria konkursu Książka Roku, czyli nagroda za upowszechnianie. Laureata wyłania zarząd PS IBBY na podstawie zgłoszeń, które może wysłać je każdy. Zeszłoroczna nagroda trafiła do fundacji „Jasne strony”, która upowszechnia czytelnictwo wśród dzieci niewidomych, wydaje specjalne książki obrazkowe.

Psotnik: Kiedy IBBY pojawiło się w Polsce?

Anna Czernow: Polska sekcja powstała w latach 70. Tworzyli ją różni ludzie związani z książką dziecięcą: naukowcy, twórcy, bibliotekarze… Profil działania stowarzyszenia zmieniał się wraz z czasem. Ambicją obecnego zarządu jest integracja środowiska, sprawienie, byśmy działali wspólnie, razem jesteśmy silniejsi, bardziej nas słychać.

Trzeba pamiętać, że Polska Sekcja IBBY jest stowarzyszeniem non-profit, a to oznacza, że utrzymujemy się ze składek członkowskich, darowizn (można ja sobie odpisać od podstawy podatkowej) i wsparcia ewentualnych sponsorów. Nie możemy zarabiać! Nasi członkowie, także zarząd, działają na zasadach wolontariatu. Podobnie jak my funkcjonuje wiele sekcji narodowych, choć nie wszystkie, np. niemiecka sekcja otrzymuje pieniądze od państwa. Żadna sekcja nie dostaje pieniędzy z centrali IBBY! Wręcz przeciwnie, wszystkie płacą roczne składki do Bazylei. Jedynie ich wysokość jest zróżnicowana, bo wylicza się ją w zależności od wskaźników ekonomicznych danego kraju i tego, jak prężny jest rynek książki dziecięcej. My wpłacamy równowartość czterech tysięcy franków szwajcarskich. To naprawdę sporo, a przecież są kraje, które płacą jeszcze więcej, np. sekcja amerykańska. I mimo to opłaca nie tylko swoją składkę, ale też dwóch sekcji afrykańskich. Zawsze mnie to porusza, zwłaszcza że Amerykanie, tak jak my, utrzymują się ze składek swoich członków. To też sposób na realizację misji IBBY, że dobra książka dla młodych, jej promocja, to wspólna sprawa.

Psotnik: Wspomniała Pani, że misje poszczególnych sekcji są jednakie…

Anna Czernow: Tak, dlatego polska sekcja organizuje od 1988 roku konkurs na najlepszą książkę, który jako jeden z nielicznych przetrwał mimo wstrząsów kulturowych. Byty konkursowe pojawiają się i znikają, a nasz trwa. W całości poświęcony jest książce dla dzieci i młodzieży, ma jasne kryteria, jakościowe i artystyczne. Oczywiście, że musimy odpowiadać na to, jak zmienia się rynek książki dziecięcej, np. kiedyś nie było kategorii „książka obrazkowa”. Staramy się jednak zachować dobre tradycje konkursowe, np. to, że nasi jurorzy są specjalistami akademickimi, krytykami literackimi czy pracownikami różnych instytucji związanych z książką dziecięcą. Co jeszcze? Promujemy też dobrą książkę. Wystawa pokonkursowa krąży po Polsce przez cały rok, a tytułu nominowane, wyróżnione i nagrodzone pokazujemy na targach książki. Również Instytut Książki prezentuje je na zagranicznych targach, np. w Indiach, Chinach, a co roku w Bolonii. Naszą konkursową listę przedstawiamy centrali IBBY, która ją rozpowszechnia w innych sekcjach. Mamy kontakt z biblioteką monachijską… Chcemy, by o naszych książkach było naprawdę głośno.

Psotnik: Wydawcy, którzy biorą udział w konkursie Książka Roku nie muszą płacić wadium.

Anna Czernow: Oczywiście nie jest to jedyny taki konkurs. Brak wadium sprawia, że w konkursie mogą wziąć udział również mali wydawcy i autorzy, którzy sami wydali swoje tytuły. Zdarzało się nagradzać właśnie takie książki, edytorsko kiepskie, ale literacko wyśmienite! Nie ma też ograniczeń ilościowych. Wydawca może przysłać tyle tytułów, ile chce. Trzy, sześć… Im więcej przyślą, tym mamy szerszy ogląd tego, co wydarzyło się na rynku książki dziecięcej i młodzieżowej w danym roku.

Psotnik: Jakimi kryteriami kieruje się jury, nominując i nagradzając książki?

Anna Czernow: Bierzemy pod uwagę wyłącznie jakość tekstu literackiego. To, jak jest napisany, jak ma poprowadzoną narrację, jak zbudowane postacie i świat przedstawiony. Podobnie jest w kategorii graficznej. Jury zwraca uwagę na to, czy książka jest innowacyjna, czy proponuje nowe rozwiązania, czy jest wysoko artystyczna. To wyśrubowane kryteria i niektórzy krytykują nas za to. Bo czy dana nagroda sprawdzi się jako książka dla dzieci? Czy nie jest zbyt dziwna wizualnie i w związku z tym, czy się sprzeda? Czy będzie się dobrze czytać? W kontekście nagrody nie to jest ważne, czy się sprzeda i czy będzie poczytna, zresztą trudno to przewidzieć. My wyłaniamy książki, które w ocenie profesjonalnego jury są bytami najlepszymi jakościowo w danym roku. Obserwujemy rozwój naszej literatury, współczesne trendy. A potem okazuje się, że – jak to zwykle bywa – część z naszych nominacji, wyróżnień i nagród sprzedaje i czyta się znakomicie, a część nie.

Psotnik: Po ogłoszeniu wyników mówi się przede wszystkim o książkach nagrodzonych i wyróżnionych. O nominowanych zdarza się zapomnieć.

Anna Czernow: Niesłusznie. Nominacje to taka „shortlista”. Trafiają na nią najlepsze tytuły ze zgłoszonych, to przecież potencjalni zwycięzcy. W naszym konkursie to piętnaście książek w każdej kategorii, literackiej i graficznej. Zaszczytem jest trafienie na nią! Ta wybrana trzydziestka jest przeglądem rynku, wskazaniem, czym warto się inspirować, tworząc zbiory biblioteczne, listy lektur, czy po prostu szukając prezentu dla młodego człowieka. Dlatego promujemy wszystkich, nie tylko zwycięzców i wyróżnionych, także nominowanych. Zresztą noty recenzenckie powstają do każdego tytułu, w języku polskim i angielskim, są dostępne na naszej stronie internetowej.

Psotnik: Wyniki często budzą dużo emocji.

Anna Czernow: Oj, czasem nawet wybuchają awantury! Bo dlaczego ta książka, a nie ta? Ten, a nie tamta? To prawda, nie wszystkie nagrodzone książki muszą się wszystkim podobać, ale nie można powiedzieć, że nie są one dobrej jakości. Ufam naszym jurorom, ufam ich wyborom.

mw0_2910-2

mw0_2899

Reklama

Powiązane tematy

Zostaw komentarz