Rowerowa wyprawa z dziećmi – Szwecja, jaką znacie z książek

Rowerowa wyprawa z dziećmi - Szwecja, jaką znacie z książek

O tej wyprawie marzyłam od lat. Wcześniej na rowerowe wakacje jeździłam tylko z przyjaciółką. W tym roku, po raz pierwszy poczułam, że dzieci są na tyle duże, że możemy spróbować.  Chciałam zabrać ich do krainy, którą znają z książek i pokazać, że są takie miejsca naprawdę. Udało się! Było bosko i chcę Was zarazić naszym pomysłem… może kogoś zainspirujemy i ruszy naszym śladem 🙂

Dwa tygodnie lipca poświęciliśmy na rowerową wyprawę z dziećmi po Szwecji. Ostatnio tak upalne lato Szwedzi mieli podobno 260 lat temu, więc mieliśmy niesamowitego farta do pogody. 80% ubrań, które ze sobą zabraliśmy, było zbędne, bo byliśmy przygotowani również na deszcze i zimne wieczory.

Pojechaliśmy z drugą zaprzyjaźnioną rodziną, ale skupię się na opisie wszystkiego dla naszej czwórki. Zatem… skład naszej bandy to ja, mój mąż Paweł, syn Stasiek lat 9 i córka Tosia lat 7 🙂

Przygotowanie do takiej wycieczki nie jest zbyt wymagające. Postaram się wszystko dokładnie opisać, by dać Wam gotowy przepis na genialne i tanie wakacje. Jeżeli macie już rowery i kaski, to należy kupić bilety na pociąg, na prom, zebrać trochę sprzętu turystycznego oraz jedzenia. Reszta dzieje się sama 🙂

Cała nasza rodzina lubi jeździć na rowerze. Na codzień używamy ich w Warszawie. Dzieciaki jeżdżą prawie przez cały rok rowerami do szkoły, a wcześniej jeździły do przedszkola. Nie próbowaliśmy wynajmować rowerów w Szwecji, a zabraliśmy swoje, dobrze znane i kochane, bryki. Mieliśmy jedno długie zapięcie rowerowe, ale przydało się tylko w Polsce, na miejscu nie towarzyszyła nam obawa o kradzież.

Każde z nas miało zatem rower z bagażnikiem, obowiązkowo kask, dwie sakwy rowerowe, śpiwór, maleńką pompowaną matę, ręcznik szybkoschnący małych rozmiarów, szczoteczkę do zębów i kilka ubrań. Resztę wspólnego wyposażenia rozdzieliliśmy po wszystkich sakwach proporcjonalnie do sił każdego z nas. Dzieciaki miały najmniejsze sakwy i oczywiście najmniej towaru, by ciężar roweru ich nie przerósł.

Gdzie byliśmy i jak tam trafiliśmy

Za cel naszych wakacji wybraliśmy okolice Karlskrony. Kierowały nami dwa najważniejsze powody. Po pierwsze z Polski płynie tam bezpośrednio, dość szybko, prom, po drugie to bardzo malowniczy rejon, położony nad morzem, z ogromną ilością kapielisk, wysp i wysepek, miejscami obserwacji ptaków i fok bałtyckich… po prostu BAJKA!

Kupiliśmy bilety na prom Stena Line na kilka miesięcy przed podróżą. Skorzystaliśmy z promocji, która obejmuje wszystkich podróżnych, którzy zabierają rower zamiast samochodu. Dzięki temu koszt tej podróży nie jest zbyt wielki. Za czterosobową rodzinę, cztery rowery i kajutę tylko dla nas, zapłaciliśmy 1356 zł w obie strony.

W zależności od tego skąd wyruszacie, należy kupić bilety na pociąg do stacji Gdynia Główna z miejscami dla rowerów. To ważne, żeby zabrać się za to z wyprzedzeniem, bo miejsca rowerowe w polskich pociągach są bardzo ograniczone. My kupiliśmy bilety z Warszawy miesiąc przed planowana podróżą. Od razu dodam, że pomimo iż był to pierwszy dzień sprzedaży biletów na dzień naszego wyjazdu, mieliśmy problem ze znalezieniem pociągu, który zabierze nas wszystkich razem. W okresie wakacyjnym miejsca dla rowerów schodzą jak ciepłe bułeczki, więc nie należy tego odkładać.

Z dworca PKP Gdynia Główna do promu jedzie się rowerem około 40 minut i należy być na miejscu około 1 godzinę przed planowanym odpłynięciem. Przy odprawie rowerzyści otrzymują kamizelki odblaskowe, ale nam się nie przydały, nie używaliśmy ich w czasie wakacji.

Codziennie z Gdyni do Karlskrony odpływają dwa promy – poranny i nocny. My wybraliśmy ten, który wypływa o godzinie 21.00 i o 7.00 rano jest na miejscu po drugiej stronie Bałtyku. Dzięki temu całą podróż można przespać i wziąć ostatni ciepły prysznic rano przed szwedzką przygodą.

Prom Stena Line jest bardzo dużą atrakcją dla dzieci. Robi wrażenie swoimi rozmiarami, kajuty mają dwa piętrowe łóżka i jest mnóstwo atrakcji. Każde dziecko na wejściu otrzymuje drobne prezenty, typu kolorowanki, kredki, balony, tatuaże. Podczas rejsu odbywa się dyskoteka specjalnie dla najmłodszych oraz można do godziny 23.00 skorzystać ze sporej strefy zabawy, w której znajdują się między innymi gry komputerowe czy sala zabaw z kulkami. Nasze nie chciały iść spać 😀

Pierwsze chwile po zejściu z promu

Gdy dopłynęliśmy rano na miejsce, od razu skierowaliśmy się do centrum Karlsrony, gdzie od samego wyjścia portu do miasta, prowadzi dobrze oznakowana, asfaltowa ścieżka rowerowa.

W centrum znajduje się punkt informacji turystycznej, w której można pobrać kiepskiej jakości mapy z zaznaczonymi ścieżkami dla rowerzystów, podpytać o kilka rzeczy i skorzystać z toalety, w której jest również prysznic dostępny bezpłatnie dla wszystkich. Dużym minusem jest przemiła, ale mało zorientowana obsługa i nieprecyzyjne mapy. Jeśli zależy Wam na dokładnych mapach, należy kupić je jeszcze w Polsce. My profesjonalnych map nie mieliśmy i daliśmy sobie radę na tych poglądowych, które dostaliśmy na miejscu.

Karlskrona to niewielkie, śliczne miasteczko, w której każdy znajdzie coś dla siebie. Parki z placami zabaw dla dzieci, restauracje i kawiarnie, sklepy, w tym również duża księgarnia, w której spędziliśmy mnóstwo czasu 🙂 Największym hitem dla nas okazało się publiczne kąpielisko z ogromną skocznią. Można z niej oddawać skoki do wody z trzech poziomów, a najwyższy jest na wysokości około 10 metrów!

Zwiedzanie miasta zostawiliśmy sobie jednak na ostatni dzień. Od razu po wizycie w punkcie informacyjnym wyruszyliśmy poza miasto.

Trasa

Z Karlskrony można pojechać w dowolnym kierunku, by dobrze się bawić. Nasza trasa, planowana spontanicznie z dnia na dzień, miała około 200 km. Przejeżdżaliśmy średnio 20 km dziennie. Były też dni, w których nie jeździliśmy wcale, bo chcieliśmy zostać w kilku miejscach na dłużej. Generalnie z dziećmi nie można nastawiać się na długie przeloty. Zazwyczaj co 2 km mieliśmy krótki postój na podrapanie się, picie wody lub inne palące potrzeby 🙂

W czasie pobytu, oprócz Karlskrony, z większych miejscowości odwiedziliśmy Jamjo, Kritianopel, Tornhamn oraz wyspy, z których największym cudem okazała się Stenshamn. Aby się tam dostać należy wsiąść na niewielki prom w Tornhamn. Na codzień, przez cały rok mieszkają tam jedynie trzy osoby, jest jedna wąska dróżka, nie ma tam ani jednego samochodu ani sklepu. Jest za to piękna woda, cudne drewniane domki i absolutne zachwycające widoki.

Tego typu wakacje to wielka przygoda dla wszystkich, niezależnie od wieku… to okazja do spędzenia aktywnie czasu na świeżym powietrzu, blisko przyrody. W tym rejonie można obserwować ryby, meduzy, ptaki, foki, a koni, krów i owadów wszelkiej maści jest naprawdę dużo… czasami nie trzeba się nawet starać by je spotkać 😀

Jedzenie i picie

Wiedzieliśmy, że w Szwecji jest dość drogo, postanowiliśmy więc zabrać ze sobą większość jedzenia. Przed wyjazdem przygotowaliśmy weki z mięsa, tak by starczyło nam na każdy dzień. Mieliśmy jeden litrowy słoik na każdy dzień. Oprócz tego zabraliśmy trochę ryżu, kasz, orzechów, bakalii, kilka litrów mleka zbożowego i miodu. Jedzenia własnego starczyło nam na prawie cały wyjazd, przez ostatnie trzy dni kupowaliśmy prowiant w lokalnych sklepach.

Woda mineralna jest dość droga, ale za to nie ma problemu ze znalezieniem wody pitnej dostępnej w kranach bezpłatnie. Mieliśmy plastikowe butelki, które uzupełnialiśmy przy każdej okazji.

Przygotowywanie jedzenia

Zabraliśmy ze sobą palnik i dwie małe butle gazowe do gotowania w plenerze. Gazu starczyło nam na prawie cały wyjazd i na miejscu nie byliśmy w stanie dokupić butli. Polecam nie ograniczanie się do najmniejszych rozmiarów w tym zakresie 😀 Poranna kawa z lokalnych knajpek była pyszna, ale też dość kosztowna 😀

W Szwecji są miliony ryb i nawet mało doświadczony wędkarz jest w stanie łowić piękne okazy. Oprócz wyjątkowych zbiorników, takich jak jeziora czy prywatne stawy, każdy może łowić tam bez zezwoleń. Zaplanowaliśmy, że będziemy przygotowywać ryby na ognisku, ale okazało się, że z powodu upału i wielkich pożarów na terenie kraju, był zakaz palenia ognisk, więc nasz plan się nie udał. Myślę, że w innym terminie to idealne rozwiązanie.

Z naczyń mieliśmy garnek i czajnik przeznaczone do gotowania na palniku oraz 4 miski, 4 kubeczki i jednoczęściowe sztućce kempingowe dla każdego. Wszystkie naczynia było silikonowe, składane na płasko w harmonijkę – lekkie i zajmujące bardzo mało miejsca. Polecamy bardzo, rewelacja!

Kosmetyki

Z kosmetyków i chemii gospodarczej zabraliśmy jedynie pastę do zębów oraz małą butelkę biodegradowalnego płynu o wszechstronnym zastosowaniu. Mocno skoncentrowany, idealny do mycia ciała, garnków, patelni, prania ubrań. Mega, mieści się w jednej kieszeni, przez dwa tygodnie zużyliśmy 1/3 opakowania. Bardzo polecamy!

Spanie

Mieliśmy ze sobą dwa małe namioty. Równie dobrze sprawdziłby się jeden większy, ale my po prostu takiego nie mieliśmy. Oprócz tego każdy miał pompowany materacyk mikro rozmiarów i lekki śpiwór. Latarki są w zasadzie niepotrzene, choć mieliśmy ze sobą jedną czołówkę, ani razu jej nie użyliśmy. W lipcu w Szwecji bardzo późno robi się ciemno, więc zanim słońce zajdzie wszyscy śpią jak susły po całym dniu na powietrzu 🙂

Rozbijanie namiotów jest dozwolone w Szwecji w zasadzie wszędzie. Każdy może rozbić namiot na jedną noc gdziekolwiek mu się zamarzy. Znalezienie miejsca na kemping jest proste, z małymi wyjątkami 🙂 My wybieraliśmy głównie kąpieliska, miejsca z łatwym dostępem do morza. Najczęsciel blisko toalet, pomostu lub skoczni 🙂

Nie korzystaliśmy z kempingów, jest ich jednak sporo i koszt rozstawienia namiotu na jedną dobę nie przekracza kwoty 80 zł.

Bezpieczeństwo

W Szwecji jest bardzo bezpiecznie. Ludzie są pomocni, przyjaźnie nastawieni i w większości doskonale znają język angielski. Nie trzeba bać się o kradzieże ani o bezpieczeństwo na drogach.

Szwedzi jeżdżą bardzo ostrożnie, przepisowo i zapobiegawczo. Rowerzyści poruszający się po ścieżkach rowerowych, poboczem czy prawą stroną drogi mogą czuć się tam bezpiecznie. Zupełnie inaczej niż w Polsce, gdzie niestety musisz walczyć o życie na każdym skrzyżowaniu i drżeć o bezpieczeństwo dzieci.

Wybierając się na tego typu wycieczkę koniecznie zabierzcie kaski! My nie jeździliśmy po zmierzchu, także oświetlenie rowerów nam się nie przydało. Za to bardzo potrzebne okazały się zapasowe dętki, zestaw podstawowych narzędzi naprawczych do rowerów i pompka.

Koszty podróży

  • Pociąg do Gdyni, w zależności od miejsca zamieszkania, nas wyniósł około 300 zł w obie strony
  • Prom do Szwecji Stena Line około 1400 zł w obie strony
  • Jedzenie w zależności od tego co wybierzecie, nas wyniosło około 500 zł. Wliczam w to lody i kawę na miejscu 😀

Cały wyjazd dla czteroosobowej rodziny na dwa tygodnie nie przekroczył budżetu 2500 zł.

Piszcie, jeśli zabrakło Wam ważnych informacji, to uzupełnimy nasze podsumowanie rowerowej Szwecji. 

I serdecznie Was namawiamy do takich wakacji w przyszłym roku. Niesamowita przyroda, wyzwanie dla całej rodziny, piękne krajobrazy i po prostu genialny czas spędzony wspólnie 🙂

Reklama

Powiązane tematy

Komentarze (13)

Jestem zachęcona taką wyprawą. Szwecja to piekny kraj, taki „dziki”, lasy, głazy, czysta natura.

bardzo nam miło! Naprawdę polecamy! Całymi serdeuchami!

Super wyprawa, piękne zdjęcia, a jakie wspomnienia! Dziękuję bardzo za relację, kiedyś też wyruszymy w taką podróż 🙂 no i szacun dla dzieciaków, że dały radę!

to prawda, byli bardzo z siebie zadowoleni! Takie doświadczenia dają im pewność siebie, zwiększają poczucie własnej wartości i uczą samodzielności! Mega są! ZUCHY!

Czyli zabraliscie 14 sloikow? Gdzie? Byliśmy w tym roku pod namiotem na Gotlandii (obok Willi Smiesznotki) i mieliśmy absolutnie za dużo gratow, ale to dopiero pierwszy raz 🙂

mieliśmy trochę mniej słoików, nie starczyło nam na cały wyjazd. Wydaje mi się, że 9. Planowaliśmy jeść też ryby na miejscu, ale się nie udało. Łowienie przychodziło z łatwością, ale brak możliwości przyrządzenia na ogniu nas załatwił 😀

świetna relacja z wypadu! pozazdrość wakacji!! 🙂

Hej! Moje ciekawskie jajo zostało w pełni zaspokojone:) Dzięki za podzielenie się!

proszę bardzo 🙂

Od dawna marzę o takiej wycieczce. Planuję, analizuję, ale najbardziej zastanawia mnie, czy jechać już wtym roku z 5-latką? Nasza młodsza corcia w sierpniu obchodzi 5 urodziny. Czy może lepiej poczekać i jechac za rok?

to zależy jakie dziecko… czy lubi jeździć rowerem i jakie dystanse przejeżdża.

Kasiu, jestem pełna podziwu dla Waszej pomysłowości i odwagi. Świetnie wszystko opisałaś i narobiłaś mi smaku na takie wakacje. Za dwa lata moje córki będą dokładnie w takim wieku jak Twoje dzieciaki w te wakacje, więc kto wie, kto wie… 🙂

Zostaw komentarz