Marcin Szczygielski o swojej najnowszej książce „Weronika i zombie”

Marcin Szczygielski o swojej najnowszej książce "Weronika i zombie"

Przy stoisku Instytutu Wydawniczego Latarnik, gdzie można spotkać Marcina Szczygielskiego, cały czas jest kolejka… po książki, autografy, wspólne zdjęcia. Psotnik cierpliwie poczekał na swój moment i porwał autora na krótką rozmowę, a to czego się dowiedział…

Psotnik: Na tegorocznych Warszawskich Targach Książki premierę ma Twoja najnowsza książka dla młodszej młodzieży, objęta patronatem Strefy Psotnika,  „Weronika i zombie”. Ta historia jest niesamowita! Jak wpada się na takie opowieści?

Marcin Szczygielski: Kilka lat temu nasze wydawnictwo otrzymało mejla z prośbą o przekazanie darmowego egzemplarza książki o Annie German. Autorką listu była młoda osoba, która w dramatyczny i przejmujący sposób opisała sytuację swojego sąsiada. Według jej relacji był on ogromnym wielbicielem Anny German, ale nie stać go było na kupno publikacji. Żył w skrajnej nędzy, był umierający, chorował na wszystko, na co się tylko dało, nie miał okien w domu, wszystkie szyby były powybijane i pozabijane dyktami… Opisała tak przerażającą i mrożącą krew w żyłach sytuację tego człowieka, że nasz dyrektor handlowy Ryszard Zapaśnik autentycznie przejął się jej listem i losem tego człowieka. Zawiadomił Miejski Ośrodek Opieki Społecznej i poprosił o interwencję. Ośrodek wysłał do tego człowieka pracownika. Na miejscu okazało się, że jest to rodzina całkiem dobrze sytuowana, świetnie funkcjonująca, a chłopak o którym była mowa oczy miał jak spodki, gdy się do niego zgłosili i opowiedzieli mu o przejmującej relacji na temat jego losu. Gdy wyszło na jaw, że autorka listu wymyśliła wstrząsającą historię by zdobyć bezpłatnie naszą książkę, Rysiek postanowił dać jej małą nauczkę. Odpisał jej, że sprawa została sprawdzona, oszustka zdemaskowana, a wydawnictwo natychmiast zawiadamia policję o próbie wyłudzenia książki.

Psotnik: Jak zareagowała ta osoba?

Marcin: Mejl wywołał reakcję, której się nie spodziewaliśmy! Po kilku dniach ta, jak się okazało, czternastoletnia dziewczynka, kompletnie rozstrojona nerwowo, przysłała bardzo długą odpowiedź, w której się samobiczowała, przepraszała, błagała o wybaczenie i wyznała, że boi się policji i zamknięciu w poprawczaku.

Psotnik: Jak zareagowaliście?

Marcin: Ten mejl był przekomiczny. Gdy Rysiek mi go wysłał, byłem z mamą nad morzem. Czytałem go mamie na głos i oboje płakaliśmy ze śmiechu. Jednocześnie widać było, że autorka ma niesamowitą wyobraźnię i talent literacki.

Psotnik: Czy ten list był początkiem książki „Weronika i zombie”?

Marcin: Tak… nie mogłem go wyrzucić z pamięci i dzięki niemu narodziła się Weronika. Kiedy myślałem o tym liście i o tej książce, którą próbowała wyłudzić, historia tej niezwykłej dziewczynki zaczęła mi się układać w głowie.

Psotnik: Czy Autorka listu też miała na imię Weronika?

Marcin: Nie wiem. List podpisała jako „Zrozpaczona sąsiadka”.

Psotnik: Ile lat ma teraz ta dziewczyna? Czy zamierzasz ją powiadomić, że jej list, po drobnych zmianach, znalazł się w twojej książce?

Marcin: To było mniej więcej dwa lata temu. Miała wtedy 14 lat, teraz ma około 16. Niestety nie mogę jej powiadomić, bo w tym swoim ostatnim, dramatycznym liście napisała, że wykasowuje skrzynkę mejlową, nie mamy więc z nią kontaktu.

Psotnik: Każda twoja książka jest w jakiś sposób osobista. Czy jest też tak z „Weroniką i zombie”?

Marcin: Tak. „Weronika i zombie” też jest dla mnie bardzo osobistą historią. Wiele elementów w powieści jest zbieżne z tym, czego ja sam doświadczałem będąc wczesnym nastolatkiem. W wieku 12 lat przeprowadziłem się z mamą do innego miasta. Gdy znalazłem się w szkole w Szczecinie, miałem bardzo duże problemy z przystosowaniem się do nowej klasy. W pierwszej szkole bardzo źle się czułem, absolutnie nie byłem w stanie porozumieć się z innymi dzieciakami. Potem zmieniłem podstawówkę. W kolejnej było trochę lepiej, ale też niezbyt dobrze. Po siódmej klasie podjąłem decyzję, że na ósmą klasę wracam do Warszawy. Mama została w Szczecinie, a ja wróciłem do stolicy i mieszkałem z moją babcią przed jeden rok. Niestety okazało się, że te dwa lata przerwy w wieku 12-13 lat to była epoka i tu też nie byłem w stanie się do końca dogadać z rówieśnikami.

Psotnik: Co chciałeś tą książką przekazać młodemu czytelnikowi?

Marcin: Przede wszystkim pokazać mu to, że z prawie każdej kiepskiej sytuacji – choćby nie wiem jak beznadziejna się wydawała – jednak jest jakieś wyjście. Może też uświadomić mu, że czasem prawdziwym przyjacielem może okazać się ktoś, kogo najmniej o to podejrzewamy, a przyjaźń pomiędzy bardzo starym a bardzo młodym człowiekiem jest możliwa i że to może być wspaniała, wartościowa relacja. Ja tego doświadczyłem, bo dla mnie, jako nastolatka, kontakt ze starszymi ludźmi zawsze okazywał się fascynujący i ciekawy.

Psotnik: Serdecznie dziękuję za rozmowę!

Reklama

Powiązane tematy

Zostaw komentarz